:: 01.06.2006 :: 08:17
Po nocy – mimo że nieprzyjaznej dla mnie, to jednak lepiej… Pewnie przy odrobinie większej ilości snu już w ogóle byłoby niesamowicie, ale nie oczekujmy za wiele ;) Zaraz pobiegnę sobie zrobić może jakieś fajne śniadanko? A może mimo tego, że nie są w fajnych kolorach, to pofotografuję chmurki ?:> Na pewno tak czy inaczej zrobię coś miłego nim zacznę powtarzać przed dzisiejszym kołem ;p



Ogólnie było mi potrzebne tak troszkę wiary, że dam radę. Oczywiście nie mogę wiedzieć, czy się uda, ale wierzę wreszcie, że jeśli nie teraz to na poprawce, ale nie myślmy o niej na razie ;)



Swoją drogą w ramach próby przekonania się do fotografowania też przedmiotów umieszczam zdjęcia świec w tej notce ;) Robiąc zdjęcia przedmiotom uwieczniamy je, a jednak tak jak niebo zawsze co jakiś czas będzie pięknym, tak masa rzeczy nie dotrwa np. do wieku nastoletniego mojej córeczki kiedyś tam, bym mogła jej pokazać to, co było dla mnie ważne jak miałam tyle latek co ona…



Tak samo czasami sama pewnie mając dwa razy tyle latek co teraz mam będę chciała nieco powspominać jaka była rzeczywistość, porównać, a pamięć człowieka sami wiemy jaka jest…

Na razie zdjęcia świec, bo uwielbiam świece… Jeden z tych wyrobów człowieka, który mi się od wielu lat nie znudził… Z resztą zawsze lubiłam ogień, kochałam ogniska na działce, lubiłam ja się zajmować grillem, a potem chodzić z lekko płonącym patyczkiem po tarasie ;)



Te świece, które widzisz dla mnie są piękne…Nie wyobrażam sobie by ich zabrakło, choć teraz, gdy mam ich zdjęcia na pewno łatwiej ;> Zgromadziłam je przez kilka ostatnich lat, bo są takie słodkie, że nie miałam ich serca zapalić ku irytacji mamy, bo od niej są niektóre, a ona nie po to mi kupuje coś, by leżało ;)



W kolekcji zdjęć, które tu widać nie ma zdjęcia świecy od Mojego Mężczyzny… Nie ma jej, bo ona jest taka niesamowita, jej nawet nie odpakowałam z folii, a przez nią myślę, że zdjęcie nie będzie za ładne. To najpiękniejsza świeca jaką widziałam i ma taki urok przez to, że została kupiona w kwiaciarni i kwiaciarnią pachnie ;)

Dla wszystkich którym dziś smutno piosenka, która we mnie zawsze wzbudza wiele uśmiechu i mniej lub więcej energii:



"Kapać, jak ze świecy, kroplą być,
znaczyć każdy dzień
W ciemną chmurę palce wbić
i uformować dźwięk
Z zimna dobyć ciepły głos,
zrozumieć małych kwiatów cień
Z zakamarków życia wziąć,
to, co chcę

Dziś wiem, życie cudem jest,
co chce, mogę z niego mieć
Jak dźwięk, słyszę jego głos,
co dzień pragnę więcej

Po lekkich śladach bosych stóp,
czasem się lawina śle
A wielki grzmot i błysk czarnych chmur
Z ziemią też spotkania chce
I mały motyl wie, gdzie jego brzeg
Natura już ubiera cię,
a krawcy świata zły szyją strój
Nie daj się już...

Dziś wiem, życie cudem jest,
co chce, mogę z niego mieć
Jak dźwięk, słyszę jego głos,
co dzień pragnę więcej”


Twoja Myśl... (2)


:: 01.06.2006 :: 22:04
Jak wiele znaczy ludzki uśmiech… Przekonałam się o tym już tyle razy w życiu, a jednak zwykle to ja nim obdarowuję dziecko ściskające w rączce lalkę lub starszą panią z pieskiem, znacznie rzadziej jest w drugą stronę…

Dziś dałam na kole z siebie bardzo wiele i jestem z siebie zadowolona bez względu na wynik, który poznam we wtorek. Jednak pod koniec zbliżając się do kresu wytrzymałości pracy umysłu na tak wysokich obrotach zaczęłam przygasać, zaczęłam tracić nadzieję, że coś jeszcze dopiszę, zaczęłam już myśleć tylko o oddaniu kartki, tym bardziej że czas też się powoli kończył. W tym momencie spojrzałam do przodu (siedziałam w trzeciej ławce) i zobaczyłam wychodzącą z sali dziewczynę - ubrana w sweter, który mi się najbardziej podoba ze wszystkich jej ciuchów w jakich ją widziałam (prosty, główną ozdobą jest spory motyw kwiatowy na rękawie, ale jest tak wyważony, ma coś w sobie…). Mało rozmawiamy, jakoś nie ma za bardzo ku temu okazji. No i ona wychodząc spojrzała się na mnie i uśmiechnęła tak ciepło…Szybko, przelotnie, puściła oczko (proszę bez żadnych insynuacji, ona jest bardzo wierząca i ma od kilku lat swojego faceta), to było takie zwykłe, czyste, takie po prostu zachowanie, jak czasami ludzi stać, by zrobić coś zwykłego dla drugiego człowieka, zamiast się zastanawiać, jak tu mu życie utrudnić, by może wypadł gorzej…



Już zapomniałam jak to jest, gdy widzę, jak uśmiech czyni czarodziejem obcą mi osobę… To miłe uczucie dostać to, co samemu się daje nie oczekując nic w zamian… Chciałabym zapamiętać tą chwilę, ten dzień, to koło, tą dziewczynę, jej sweter, jej uśmiech, jej zachowanie dodające sił…

Takie rzeczy są bardzo ważne… Tak jak referowałam „Zaburzenia osobowości” na zajęciach z psychologii… Było ciężko, stresowałam się kosmicznie, chłopcy już uśmiechy gdy doszłam do fetyszyzmu i innych takich. Jak ja wtedy potrzebowałam właśnie takiego uśmiechu, takiego błysku w oku, takiego niewerbalnego „nie przejmuj się, dasz radę, będzie dobrze, na tym świat się nie kończy”… Jak bardzo obcy ludzie być może nawet nie do końca świadomie potrafią zmienić nasz dzień…



A ja wciąż nie trafiłam na tą panią, o której pisałam, że ze dwa miesiące temu zaryzykowałam i jej powiedziałam wesołych świąt… A przynajmniej nie kojarzę bym od tego czasu widziała osobę mniej więcej o jej fizjonomii… Tak samo dawno nie widziałam pani z pieskiem, który się rzuca na każdego, ale jest taki przyjazny, strasznie go lubię, jest w biało czarne łatki i często chodzi w czerwonej chusteczce zawiązanej na szyjce ;)



Muszę się częściej uśmiechać do babć w tramwaju… Muszę się częściej uśmiechać do mijanych dzieci, do starców z psami o siódmej rano, którzy jedną nogą są jeszcze w krainie snu, gdy ja właśnie biegnę goniąc tramwaj ;) Muszę się mniej bać uśmiechu... Bo jednak, niebo jest piękne i warto się do niego uśmiechać, lecz nigdy nie odwzajemni ono uśmiechu tak jak człowiek…

Oj tak, mam złe zdanie o człowieku jako takim, lecz jednak nadal pozostaje przy zdaniu wierszy czytanych mi jak byłam mała „uśmiech czyni czarodziejem”….


Twoja Myśl... (3)


:: 03.06.2006 :: 00:08
Pamiętam sytuację, której wreszcie nie opisałam chyba, bo … zapomniałam ;) Otóż jechałam czas jakiś temu tramwajem, no i nagle zrobiło się małe zamieszanie w środku wagonu, wszyscy zaczęli się tam patrzeć i w ogóle jakby kolejny cud świata wyrósł. Okazało się, że po prostu jakiejś dziewczynie się zrobiło bardzo niedobrze, no i nie ukrywajmy, ale stojący nad nią stare babcie nie pomagały w tym stanie rzeczy… Wszyscy robili z tego widowisko i tak miło w tym wszystkim zaobserwować akcję pewnego mężczyzny, lat ciężko powiedzieć, ale myślę, że przed 40stką. Przeszedł sporą część wagonu, doszedł do niej przepychając się nieco siłą przez stare babcie, bo innej możliwości nie było i wyprowadził ją na przystanku z tramwaju mocno trzymając pod rękę… Posadził na ławeczce i zdążył wrócić (może motorniczy poczekał?). Tak czy inaczej był jedyną osobą w tramwaju, która coś zrobiła, która podeszła trzeźwo do całej sytuacji… Szkoda, że tak niewielu jest obecnie takich ludzi…



Swoja drogą, on mi się skojarzył z lekarzem, a ona, że jest w ciąży, ale jedno i drugie to tylko moje bezpodstawne skojarzenia :)

W ramach dalszego przekonywania się do fotografowania przedmiotów mamy zdjęcia w obecnej notce, ale dalej mi się dziwnie robi zdjęcia rzeczom… W kolejnych notkach będą ładne, bo już widziałam, tylko muszę je jeszcze pozmniejszać :) Zdjęcie powyżej jest najbardziej oryginalnej muszli jaką widziałam, zaś poniższy obiekt znalazła moja mama chodząc po górach gdy była młodsza ode mnie ;) Zawsze też chciałam znaleźć coś takiego, a jeśli nie, to chociaż czterolistną koniczynkę, ale jakoś nigdy nie miałam tego rodzaju szczęścia… może pewnego dnia znajdę pierwsze cztery listeczki szukając ich z taką małą istotką biegającą wokół ?:)



Twoja Myśl... (0)


:: 03.06.2006 :: 10:13
Pomyślałam, że troszkę humoru nie zaszkodzi ;) Swoją drogą zbliżam się mniejszymi większymi krokami do 200 notki :> Ciekawe, czy uda mi się przed wakacjami ją tu umieścić, miło by było :)

Zacznę od dowcipu, który dostałam smsem na dość trudnych i poważnych ćwiczeniach, na których sprawił, że nie umiałam już do końca być poważna i jakoś je dzięki temu przeżyłam zamiast usnąć :>

„Kobiety chcą równouprawnienia, a oburzają się, gdy proponujmy im seks analny…”



A skoro już przy męskich i szowinistycznych jesteśmy, to :

„Kobiety są jak szanse – niewykorzystane się mszczą.”

„Można patrzeć bez końca na ogień, wodę i parkującą kobietę”

Choć akurat co do tego ostatniego… Uważam, że generalizować nie wolno, ale jakoś tak fakt faktem, gdybym wyjścia nie miała, bardziej zaufam obcemu facetowi za kółkiem niż kobiecie… Kobiety ogólnie za kierownicą potrafią być wredne zwłaszcza dla drugich kobiet np. przy przepuszczaniu na pasach na których brak świateł… No i znacznie częściej miałam jakieś przeżycia, bo baba wycofywała i mnie nie zauważyła niż facet…



Dalej mamy słowa, które mimo swojego humoru mają w sobie coś z życia…

„Nie polemizuj z idiotą – najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pobije doświadczeniem!”



Pewnego dnia na wfie ćwiczyłam z koleżanką, która miała dość nisko spodnie, a dość wysoko paseczki od stringów zwieńczone elementem świecącym. Cała była ubrana na ciemno, zaś paseczki były różowe, toteż wszyscy chłopcy na wfie nie mieli wątpliwości, że ona ma na sobie różowe stringi. Co ciekawe, gdy wracałyśmy na wydział, mimo normalnego już ubioru nadal wyraźnie było jej widać owy róż nad pupcią. Na zwrócenie uwagi stwierdziła:
”wiem, są pod kolor japonek!”. Nie muszę dodawać, że rzeczywiście miała równie różowe japonki na stopach ;)



Zdjęcia żadne robione przeze mnie by do tej notki nie pasowały, toteż wszystkie, które w niej widać zostały znalezione na joe monster, gdy się strasznie denerwowałam przed kołem i Mój Mężczyzna chciał bym się uśmiechnęła ;) Przyznaj, że pasują tu one idealnie, podczas gdy moje chmurki czy inne kwiatki niekoniecznie ;)



Swoją drogą na pewno pisanie dowcipów ma tą zaletę, że odbiorca nie marudzi ;> Chodzi mi o to, że często mam tak, iż gdy coś dłużej opowiadam, to co chwila sama sobie przerywam, powiem akurat daną rzecz, która mi się z opowieścią skojarzyła i wracam do głównego wątku, co jednak bywa irytujące, ale czasami tak ciężko się powstrzymać, bo zapomnę potem co miałam powiedzieć ;) A teraz – po prostu przesunęłam tu kursor, napisałam owy akapit i wracam do dalszego pisania treści dowcipu ;)



Na zakończenie dowcip opowiedziany przez…. Panią doktor z którą mieliśmy psychologię ! Właśnie osoba opowiadająca jest w tym wszystkim chyba największym zaskoczeniem. Dowcip usłyszałam już dawno i nie trudno zrozumieć, czemu go nie umieściłam, lecz teraz, gdy psychologia już zaliczona, to jakoś nawet do niego podchodzę z przymrużeniem oka i myślę, że za latek kilkanaście będę się nawet z niego śmiać (bo do tej pory śmiałam się strasznie, ale z miny osoby, której to opowiadałam :>) Babka zaczęła od słów „Ten dowcip jest teraz chyba niepoprawny politycznie….



…Potrzebowano dwóch bliźniaków do badań nad tym jak otoczenie wpływa na usposobienie dziecka. Zgłosili się rodzice z dwojgiem chłopców, że oni chętnie oddadzą swoje dzieci do owego eksperymentu, tylko uprzedzili, że ci bliźniacy są jacyś dziwni. Nie sprecyzowali na czym owa dziwność polega, ale tak czy inaczej chłopcy rzeczywiście wyglądali identycznie. Jednego posadzono w przedszkolu na ślicznym puszystym dywanie, wokół były najpiękniejsze zabawki, w oknach kolorowe firanki, pokoik marzeń dosłownie. Patrzą na dziecko przez lustro weneckie, a ono jak je posadzono tak siedzi, siedzi, siedzi i nagle w płacz. No to biegną do niego i się pytają, co się stało, czy źle się czuje, czemu płacze. Chłopiec na to: ‘ tu jest strasznie, są firanki krzywo, ta lalka ma dziwnie rączkę, tu jest okropnie, ja nie chcę tu być!!!’.
Drugiego chłopca zaś posadzili na kupie nawozu końskiego w niemalże bunkrze – gdzie jest tylko beton dookoła i ogólnie co najmniej nieprzyjemnie. Patrzą się na dzieciaka przez lustro, a on tak siedzi na tej kupie, rozgląda się, patrzy na ów nawóz i machną ręką, tak że trochę poleciało na bok. Po chwili znowu machnął, aż doszło do tego, że zaczął kopać dziurę w kupie na której go posadzono. Gdy już się niemalże do betonu dokopał, tak że go prawie widać nie było, naukowcy biegną do dziecka i pytają się, co on robi, a chłopiec na to:
‘jest kupa – musi być koń’ !!!



Nie wiem kto wymyśla takie dowcipy, ale na pewno się ich nie zapomina ;) No i pomimo mojej skłonności do przerywania sobie samej twierdzę, że powyższy opowiedziany brzmi lepiej niż przeczytany ;> Miłego dnia życzę – pełnego… uśmiechu :D

Twoja Myśl... (1)


:: 03.06.2006 :: 13:37



Na początku zachęcam do przejrzenia wcześniejszej notki – jest kilka zabawnych zdjęć i dobrych dowcipów ;) Zaś tym razem znów kilka słów o zdjęciach i fotografii jako takiej… Na pewno od momentu gdy sama zdjęcia robię, to znacznie bardziej krytycznie podchodzę do tych, którymi się ludzie zachwycają np. na wystawach, a to głównie dlatego, bo wiem jakie zdjęcia ja - amatorka jestem w stanie zrobić naszym aparatem nie z najwyższej półki, a jak się do tego doda troszkę biegłości w komputerowym poprawianiu… Stanowczo, od pewnego czasu znacznie więcej wymagam od zdjęć jako takich – zarówno własnych, jak i tych uznanych…



Na pewno wciąż na mnie bardzo duże wrażenie robią zdjęcia ludzi… To jest chyba ten temat fotografii, którego nigdy nie uda mi się opanować tak, jakbym tego chciała… Tak ciężko się ich fotografuje… Wciąż pamiętam kilka zdjęć po prostu ludzi z National Geographic, one były tak idealne w moim znaczeniu tego słowa… Tyle razy widziałam scenę, którą chciałabym uwiecznić… Chciałabym zrobić zdjęcie w miarę z bliska dziewczynce z małym Yorkiem… Albo takiej staruszce z wielkim Collie… Dzieciom, które się bawią… Małej dziewczynce obejmującej mamę za szyję… Starszej dziewczynce przeprowadzającej małego braciszka przez ulicę… Bardzo bym chciała umieć i mieć odwagę fotografować ludzi jako takich… Na pewno tu dużym problemem jest fakt, że nie uznaję robienia zdjęć komuś, jeśli ten tego sobie nie życzy, a jakoś nie sądzę, by wszyscy ludzie (lub nawet połowa z nich…) których bym sfotografować chciała wyrazili na to zgodę…



Jeśli już przy ludziach jesteśmy, to chciałabym umieć fotografować też tak bardziej z bliska… Chciałabym umieć robić ładne portrety, a jak na razie idzie mi to koszmarnie… Chciałabym umieć dobrze fotografować poszczególne części ciała typu usta czy dłoń… Ostatnio próbowałam sfotografować moje włosy i jak to Mój Mężczyzna określił – wyszły upiornie i niestety ciężko się z nim nie zgodzić…Dziś na przykład widziałam jak cała rodzinka poszła na spacerek… Dwoje małych dzieci tak słodko grało taką ogromną w stosunku do nich piłką… Jeszcze nawet dobrze te maluchy nie biegały… Wokół nich wariował mały biały piesek… Czasami nawet babcia się włączyła do zabawy… to było takie pełne uśmiechu… Trudno jest uwiecznić uśmiech…



Zostawiając temat ludzi, chciałabym jeszcze w dziedzinie fotografii wiele… Chciałabym się wybrać z aparatem do botanicznego… po deszczu… Oj bardzo… Chciałabym uwiecznić każdą kropelkę na każdym drzewie, na każdym listku i płatku… Woda na roślinach jest taka piękna… Chciałabym robić ogromne zbliżenia i by były dobre np. kropli deszczu na liściu trawy i aby było w niej widać odbijające się słońce…



Na pewno teraz się wdzięcznie fotografuje naturę gdy tyle kwiatów wokół… Ja do niej też podchodzę coraz odważniej, ale do podejścia właściwego, pełnego otwartości jeszcze mi daleko… Czasami tak trudno sobie uświadomić, jak blade są moje zdjęcia w stosunku do zdjęć wielu… Ale staram się… Nie poddaję… Wciąż idę dalej… Kroczkami małymi, bo czasu brak, lecz każdy krok do przodu jest pełen bieli kwitnącej wiśni, zieleni trawy o wschodzie słońca…



Chciałabym też umieć robić dobre zdjęcia nocą… Nocnego nieba, nocnym postaciom, ptakom, drzewom… Jak na razie nie jestem zadowolona z ani jednego mojego zdjęcia nocą… Może w wakacje się uda? Teraz w mieście to przecież też inaczej… Tak samo chciałabym sfotografować żywioł, ale pewnie się nigdy nie odważę lub nie będę w stanie… Chciałabym objąć w ramy sztorm… burzę piaskową… Lub chociaż błyskawicę, na którą też polowałam jakiś czas temu, lecz bez widocznych efektów…



Wczoraj zaś fotografowałam jak widać akacje… Uwielbiam te drzewa, zawsze je kochałam, choć niestety nie pamiętam dlaczego… Szkoda, że pamięć człowieka jest tak ulotna i złośliwa czasami… Kocham je przede wszystkim z tego powodu, że kojarzą mi się z moją ś.p. babcią… I nie wiem dlaczego mi się z nią kojarzą, tego już nie pamiętam… jednak zawsze gdy czuję piękny zapach akacji, to myślę o niej… Czy w niebie też kwitną akacje…?



Ale nie kończmy tak smutno… Skoro mówię o roślinkach to nie sposób nie wspomnieć i o owadach ;) Polowałam z aparatem na tego bąka co widać poniżej naprawdę długo i się niemalże przez niego spóźniłam na sprawdzian z ‘cudownej’ analizy matematycznej 4 :P Wiem, że zdjęcie nie jest idealne, ale w moim odczuciu warto było ;) No i tak w ogóle, to jestem z siebie zadowolona że całkiem nieźle mi idzie powstrzymywanie się, by nie umieszczać wiecznie zdjęć chmur ;) Będą w kolejnej notce, bo zrobiłam kilka cuuudownych, ale teraz jeszcze zostanę przy kwiatach ;)



Ostatnio chodzi za mną zapach lipy… Nie wiem czemu… Jak wcześniej bzu, tak teraz lipy… Lubiłam będąc młodsza jeździć rowerem właśnie w miejsca, gdzie pachniała lipa latem… Może uda mi się pewnego dnia znów kupić to słodkie mydełko o zapachu lipy? Szkoda, że nie da się tak jak obrazu aparatem, tak czymś uwiecznić zapachu… Już tyle potrafimy, obraz, dźwięk… Do pełni szczęścia chciałabym uwiecznić zapach ściętej trawy… Zapach lipy… Zapach lasu po deszczu… Zapach ciszy przed burzą….


Twoja Myśl... (3)


:: 04.06.2006 :: 19:18



Chciałabym ślicznie tańczyć… Nie tyle chodzi o kroki same w sobie ile o taką grację, płynność ruchów, może troszkę dostojeństwo… O to, by mój taniec wzbudzał nie podziw, lecz uśmiech… A gdybym tak pięknie tańczyć umiała… I gdybyś Ty też tak potrafił, równie delikatnie… Z białą różą w dłoni w białym garniturze byś podszedł do mnie krokiem tak pewnym, jakby nic więcej się nie liczyło… Podajesz mi białą różę, delikatnie bierzesz moją białą sukienkę i zanosisz mnie na sam środek sali, gdzie już na nas czekają białe świece, goście z uśmiechem pod ścianą patrzą, jak my w takt walca zaczynamy płynąć… Każdy z gości trzyma w ręku białą różę… Kochany, jak cudnie wszystko pachnie, jak niesamowicie zapach białych róż osiada na białych firankach… Wiedziałeś, że białe róże pachną najpiękniej? Zupełnie inaczej niż te ogniste czerwone… I tak z białą różą w jednej dłoni, z drugą dłonią w Twojej tańczymy wiedeńskiego walca… Tańczymy długo, a ja zamykam oczy, by łzy nie popłynęły pełną, czystą rzeką, gdy słyszę, jak masz odwagę zaśpiewać:

„Kto wstawi się za nami
u Pana, co drogami
krętymi każe iść?
Kto nas usprawiedliwi,
gdy Pan się będzie dziwił,
że to już właśnie my?
Ja wstawię się za tobą
i z podniesioną głową
dziękował będę, że
Pan dał mi właśnie ciebie
w radości i w potrzebie,
na lepsze i na złe, mmmm...

A ty choć powiedz słowo,
że zawsze byłem z tobą,
bo chciałem tak i już...
I razem chleb jedliśmy,
i równym krokiem szliśmy
wśród wichrów, pośród burz.

Ty wciąż mnie ratowałaś,
za rękę mnie trzymałaś,
gdy z drogi chciałem zejść.
A ja otuchy krople,
gdy oczy miałaś mokre,
nie raz musiałem nieść.

I tak będziemy stali,
aż w tej niebieskiej sali
do walca zaczną grać.
Ja wtedy z pierwszym taktem
poproszę cię i raptem
zaczniemy wirować,
wolniutko walcować
i kręcąc się, kręcić na palcach, na pięcie,
troszeczkę bezmyślnie, jak wiosną przebiśnieg.
Ty nieco szalona, cóż - żona, to żona...
I w mojej twa ręka, niebieska piosenka,
Za serca nas chwyta niebieska muzyka. „


Dziękuję Kochany…


Twoja Myśl... (3)


:: 05.06.2006 :: 23:24



Dziś jest jeden z tych dziwnych dni… Z tych, gdy w głowie biegają po fioletowej trawie same głupie pomysły i śmieją się do słońca zatopionego w jeziorze marzeń… Wiesz co bym dzisiaj chciała? Otóż chciałabym, aby był ranek… Może nawet świt, ale taki prawdziwy z całą magią z każdą zaletą i niewygodą, z wyraźnym wschodem słońca i lekko irytującą dłonią chłodu na plecach.



I chciałabym zjeść z Tobą śniadanie siedząc boso na piasku na brzegu… I chciałabym by paliły się świece… Płomień byłby bardziej wyczuwalny intuicyjnie, niż rzeczywiście widoczny, przecież nie widać płomienia nad morzem o wschodzie słońca… Czy widać? Chciałabym się przekonać… Choćby jutro… Wsiąść do pociągu, spakować się w plecak mały jak na wydział, kupić na miejscu dopiero co upieczone bułeczki…



Gdy słońce jeszcze dobrze nie wstanie, chciałabym z Tobą zbudować zamek z piasku… Wiesz, że nigdy nie budowałam takiego? Tyle tygodni w życiu spędziłam nad morzem… Jak wiele rzeczy możemy zrobić, do jak wielu mamy okazję i równie wielu nie czynimy z setki małych i kilku większych powodów… Czyż życie nie bywa nieco przewrotne? Czy myślisz , że podczas takiego świtu nadal czułabym jego słodko-gorzki smak?



A potem chciałabym się tarzać z Tobą w piasku… Zawsze chciałam się turlać po brzegu jak dziecko… I zawsze się bałam, że nie pozbędę się potem piasku z włosów tudzież innych dziwnych miejsc przez zbyt długo by to było tego warte…



Następnie z moją dłonią w Twojej byśmy szli brzegiem szukając muszelek i bursztynków… Może tym razem los by się uśmiechnął? Bez względu na to, jakie skarby byśmy mieli w plecaku, zabrałabym znów garść piasku ze sobą i wtulona w Twoje ramiona wróciła o zmroku pociągiem z barwami zachodzącego słońca we włosach…



Co by zostało za mną? Co by wtedy zostało prócz brzegu całowanego przez fale pełniejsze o kilka słonych kropli? Co by wtedy zostało prócz odcisków palców na trawie? Co by wtedy zostało prócz chodu idealnie gładkiego kamyka przyciśniętego do policzka? Co by wtedy zostało prócz niesionej z wiatrem w skrzydłach mew melodii?

Już nie ślady na piasku i nie kręgi na wodzie… Więc powiedz mi proszę – co by zostało…?



Twoja Myśl... (2)


:: 07.06.2006 :: 00:24



Dziś znów o pierzaczkach moich kochanych… Dają mi nadal tyle uśmiechu, droga na wydział gdy jeszcze w półśnie, lub czasami droga do domu, gdy nie mam już sił zrobić kolejnego kroku, to wszystko jest takie inne gdy spojrzy się w niebo i na chwilę patrząc tylko w nie będzie myśleć nie o tym co wokół, lecz o tym co Tam… Nie trzeba się martwić, ludzie nas ominą, oni nas widzą, lecz nie potrafią zobaczyć tego co w myślach powstaje, gdy się człowiek w świat chmur zatapia…



Na przykład w tej powyżej widzę zmęczenie dniem, ale zmęczenie takie łagodne, które jednak nie spieszy się jeszcze do snu, które ma czas aby się pożegnać, zrobi uśmiech do obiektywu i dopiero potem pójdzie krokiem dostojnym poszukać Morfeusza…

W tej co poniżej widzę dzień, który jeszcze nie ma ochoty ustąpić miejsca nocy… Widzę miasto, które zmuszone już powoli szukać światła gdzie indziej, a jednak słonko jeszcze nie powiedziało ‘do widzenia…”



A w tej widzę po prostu serduszko ;) No powiedz, że też je widzisz, przecież je widać ;)



Tu w moich oczach jest wulkan wzdychający ciężko, który trwa już tyle lat… Swoją drogą ostatnio się zorientowałam, że mało wiem o wulkanach, muszę to zmienić…



Niżej widzę uśmiech… Tak po prostu… Nie, nie wnikam w to czyj… Po prostu ciepło wiatru na twarzy, na spuszczonych powiekach…



Pogoń, za….marzeniem…. światłem… nadzieją… wiarą… sobą samym…?



Czasami czuję po prostu potrzebę fotografowania chmur… Chcę potem nocą patrzeć na nie, myśleć wśród ich białych dłoni o tym co było i o tym co będzie… Są tak ulotne jak Życie, jak pewne jak Jutro, tak piękne jak Wolność… Poza tym sprawiają, że człowiek zupełnie zmienia punkt widzenia:



A tu mówią już Państwu swoje ciche cichutkie „Dobranoc”



Twoja Myśl... (7)


:: 08.06.2006 :: 17:17



Czemu ludzie są tak rzadko w stosunku do siebie nawzajem po prostu mili? Po prostu uprzejmi? Po prostu życzliwi… Przecież to tak niewiele kosztuje… Tak mi przeszkadza to, że zwykle człowiek nie zrobi niczego pozytywnego bezinteresownie dla drugiej istoty, bo przecież po co, przecież niczego nie będzie z tego miał, przecież wtedy drugiemu człowiekowi będzie łatwiej… Jakie smutne jest to, jak wielu podchodzi na zasadzie „mogę mu pomóc, ale tego nie zrobię, niech sobie radzi, ja musiałem sobie sam poradzić jak byłem w jego sytuacji, mnie nie miał kto pomóc”…Ogólnie ludzie się źle do siebie nawzajem odnoszą…



Dziś mi nie chodzi jednak o jakieś naprawdę poważne rzeczy, nie chodzi mi nawet o pomoc drugiemu człowiekowi, bardziej o zwykłe okazanie sympatii, o uśmiech, o ciepłe słowo… Ciężko w sumie jest stworzyć dobrą atmosferę pomiędzy dwiema niemalże nieznającymi się osobami. Trudno tym bardziej ,gdy jedna z nich jest studentem, a druga wykładowcą. Jednak jakże pozytywnym jest fakt, że u mnie na wydziale zdarza się to niezwykle rzadko, ale jednak ;)

Wczoraj na konsultacjach z Analizy Zespolonej było tak miło ;) Tak po prostu, żartowałyśmy sobie wszystkie, śmiałyśmy się, potrafiłyśmy dogadać, nie pamiętam tak miłych konsultacji, a jednocześnie efektywnych! Podobnie nie raz Dark Lady była dla mnie miła tak po prostu, cierpliwie tłumaczyła gdy czegoś nie rozumiałam, a przecież nie ma nic za to poza moją wdzięcznością – dziękuję Ci za ten rok, nierzadko jedno czy dwa pytania na gg i Twoje odpowiedzi potrafiły bardzo uspokoić i sprawić, że lepiej rozumiałam dane zagadnienie ;)



Jednak do tejże notki skłoniły mnie wyniki z egzaminu z Algebry. Otóż przedmiot ten przez rok cały zarówno ćwiczenia jak i wykład prowadziła kobieta w wieku podeszłym, ale zawsze była tak w porządku! Gdy pewnego dnia się spóźniła na wykład to przeprosiła, powiedziała czemu, podczas gdy większość wykładowców po prostu z biegu zacznie pisać super szybko i mieć pretensje czemu nie nadążamy z przepisywaniem… Zawsze była sprawiedliwa, podawała wymagania i przestrzegała ich. Zawsze była po stronie studenta, np. pozwalała poprawiać kolokwia tym osobom, które zaliczyły koło w pierwszym terminie ale na niesatysfakcjonujące oceny. Zawsze lubiłam z nią chwilkę porozmawiać tak po prostu o wszystkim i o niczym. To była jedyna wykładowczyni, która tłumaczyła coś na wykładach, do której się na zajęcia przychodziło mimo godziny 8 rano po to właśnie, by zrozumieć, bo ona chciała tłumaczyć, co jednak jest u mnie gigantyczną rzadkością.



No i dziś przyszło co do czego i chodziło o moją ocenę z egzaminu cząstkowego, która zaważała na ocenie końcowej liczącej się do średniej… Długo rozmawiałyśmy bardzo spokojnie, było porozumienie, był czasami uśmiech, było staranie się obu stron… Gdyby wszystkie moje rozmowy z wykładowcami tak wyglądały.. I mi podwyższyła tą ocenę o moje niezbędne pół… To było dla mnie takie ważne, a przede wszystkim takie pozytywne z jej strony ;) Nie musiała, szczerze nie musiała, lecz mogła, to też nie było tak, że moja ocena powinna była być niewątpliwie niższa. Tak poczułam, że z sympatii, z tego, że po prostu zrobiła coś dla mnie, tak bezinteresownie, nie musiała, dla niej moja ocena nie ma przecież żadnego znaczenia, ona nic z tego nie miała, prócz mojego uśmiechu i ogromnej wdzięczności…



Jest mi miło. Bardzo miło. To był dobry dzień właśnie przez jej życzliwość. Ciężko mi to wszystko opisać w kilku słowach, to co przedstawiłam jest BARDZO skrótowym zarysem całej sytuacji, wszystko jest oczywiście znacznie bardziej złożone no i ta notka nie odzwierciedla mnogości uczuć w danej chwili… Po prostu jest mi bardzo miło, bo ja nie raz w życiu byłam po stronie drugiego człowieka tak po prostu, tak bezinteresownie i jest mi miło, że ktoś teraz był taki wobec mnie… W tym momencie poczułam, że warto było się tyle uczyć, tak starać i przejmować, nie ściągać, nie oszukiwać tej kobiety tylko pracą i właśnie pozytywną relacją zwieńczyć moje starania wymarzoną piątką. Od razu po takim zdarzeniu jest milej ustąpić miejsca w tramwaju starszej pani, od razu łatwiej przychodzi uśmiech ;D

Swoją drogą ciężko powiedzieć jakie zdjęcia by pasowały do tej notki, a nie chcę by była taka tylko tekstowa, więc w ramach przekonywania się do fotografowania przedmiotów zamieszczam kilka. Zdjęcia chmur w owej notce są ze specjalną dedykacją dla Wieczornej Pani ;) Poniżej zaś fotka jednej z najbardziej bezczelnych rybek jakich widziałam ;) Żadna inna nie wyskakuje ponad poziom wody by wpłynąć do karmnika ;)



I skoro już taka zbieranina zdjęć, taki leciutki chaos to nie odmówię sobie umieszczenia tekstu piosenki, który zawsze wzbudza we mnie uśmiech, lecz ze śpiewaniem jej tak bardzo bardzo głośno poczekam do końca sesji :> Niby wszyscy ją znają, ale kojarzy się głównie refren, a ja lubię czasami idąc przez park zaśpiewać jednak całość :> Hi hi :D


Nic nie robić, nie mieć zmartwień
Chłodne piwko w cieniu pić
Leżeć w trawie, liczyć chmury
Gołym i wesołym być
Nic nie robić, mieć nałogi
Bumelować gdzie się da
Leniuchować, świat całować
Dobry Panie pozwól nam

Jedzie pociąg z daleka, na nikogo nie czeka
Konduktorze łaskawy, byle nie do Warszawy

Jedzie pociąg z daleka, na nikogo nie czeka
Konduktorze łaskawy, byle nie do Warszawy

Nic nie robić, nie mieć zmartwień
Chłodne piwko w cieniu pić
Leżeć w trawie, liczyć chmury
Gołym i wesołym być

A prywatnie być blondynem
Mieć na głowie włosów las
I na łóżku z baldachimem
robić coś nie jeden raz

Jedzie pociąg z daleka, na nikogo nie czeka
Konduktorze łaskawy, byle nie do Warszawy

Jedzie pociąg z daleka, na nikogo nie czeka
Konduktorze łaskawy, byle nie do Warszawy

Być ponadto co nas boli
Co ośmiesz tylko nas
Wypić z wrogiem beczkę soli
Dobry Panie pozwól nam

Nie oglądać wiadomości
Paru gościom krzyknąć "pass"
Złotej rybce ogryźć ości
za to co przyniosła nam


Twoja Myśl... (3)


:: 10.06.2006 :: 10:10
Wiesz… Wiem, że to nie nowość, co napiszę, ale człowiek tak rzadko myśli o takich sprawach… Otóż dziś chodzi o to, że ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać… Ogólnie porozumiewać się, komunikować, przekazywać sobie nawzajem w czytelny sposób to, co myślą… Przykładów można by podawać wiele, każdy z nas się z tym styka na co dzień, każdy z czasami się potem zastanawia, że sam mógł coś powiedzieć w bardziej odpowiedni sposób… Jeszcze póki się wie, że rozmowa jest konieczna to nie jest tak źle, problem prawdziwy się zaczyna, gdy do owej choć próby rozmowy w ogóle nie dochodzi z setki różnych powodów typu „Bo trudno”, „Bo on i tak nie zrozumie”, „Bo on to przecież wie”, „Bo już mu to kiedyś mówiłam” itp. itd…

Czasami mniej lub bardziej świadomie oczekujemy od ludzi niemalże czytania w naszych myślach… Najgorzej jest chyba, jak coś takiego mało przyjaznego się dzieje w małżeństwie… Im dłuższy staż i oni nie rozmawiają tym trudniej się na to patrzy… Zwykle już dzieci, zwykle już poczucie uwiązania na resztę życia z którego pewnie już i tak niewiele zostało, bo czasy takie nie inne…

Ludzie boją się zmian. Wolą pozostać przy tym co złe, niż zaryzykować, że jednak będzie dobrze, bo to ryzyko, bo to zmiana, bo wtedy nie wiadomo jak będzie, bo nie znają tego jak będzie, bo sobie nie poradzą w nowej rzeczywistości ich wówczas już mniej szarego życia…
Ludzie nie dążą też do zmian często dlatego, bo źle podchodzą do własnych starań, mianowicie postrzegają je na zasadzie „Ja już tyle dla ciebie zrobiłem, teraz twoja kolej, postaraj się, czemu zawsze to ja mam wyciągać rękę??” i tak trwają w ciszy… Zaczynają się od siebie oddalać, bo jednak życie nie składa się tylko z rozmów o pracy i o tym co trzeba kupić do lodówki na weekend… Często każde ze współmałżonków liczy, że to drugie coś zrobi… On że ona go zrozumie, ze czasami da mu spokój gdy tego potrzebuje, lub że nie będzie chociaż robiła problemów, gdy on chce coś spontanicznie zrobić dla niej… Ona czasami kwiatów, romantycznego wieczoru jak przed 20laty lub chociaż rozsądnego prezentu na gwiazdkę…

Przeraża mnie jak bardzo na każdym kroku widać to, o czym piszę… Ciuteniek przejaskrawiam, ale tylko troszeczkę… Fakt faktem często jest też tak, że jedno z nich stara się od zawsze. Np. to zawsze ona łagodziła spory, bo ją uczono, że to kobieta musi strzec domowego ogniska, to zawsze ona o wszystkim myślała, to ona rozumiała jego złe nastroje, to ona zmuszała go do rozmowy gdy było źle, to ona się z nim komunikowała i robiła wszystko, by on się od niej nie oddalił ze swoimi myślami, ze swoim życiem. Pewnego dnia przychodzi u niej kryzys. Już nie potrafi dłużej wiecznie ona się starać, potrzebuje w tym też wsparcia i zaczyna się złość, zaczyna się żal. Nie pomyśli, że to w mniejszym czy większym stopniu jej wina, bo to ona nie nauczyła go tego, że rozmawiać trzeba z obu stron, że inicjatywa należy do nich obojga, że oboje tworzą to, co mają każdego wieczoru kładą się razem spać i to oni są odpowiedzialni za myśli, gdy widzą każdego ranka właśnie siebie obok. Ona powinna była mu pokazać, jak ważna jest rozmowa, a nie pozwalać na to, by się przyzwyczaił, że to wciąż ona odwala najtrudniejszą robotę…

No i do tego wszystkiego dochodzi fakt, że ludzie nie wyciągają wniosków. Że gdy się taka wieloletnia para rozstaje – zostaje żal ogromny, przecież tyle się poświęciło i potem w kolejnym związku się popełnia te same błędy na zasadzie ‘ja już się wypaliłem, teraz niech on/ona się postara”…

Psychika człowieka jest czymś bardzo dziwnym i czasami w bardzo nietuzinkowy sposób potrafi kalkulować pewne sprawy na zasadzie „czy warto”… Moim zdaniem warto się uczyć rozmawiać z ludźmi przez całe życie. To jedna z tych kwestii, w których nigdy nie będziemy mistrzami. Warto już na początku związku wyjaśniać wszystko z partnerem, wyrażać swoje zdanie, pytać o jego, uczyć się dochodzić do porozumienia, pokazywać też jemu, by on również rozmawiał, to jest wykonalne. W dużej mierze jestem dumna ze swojego związku właśnie w sensie rozmowy, że po wielu latach się nauczyliśmy ze sobą rozmawiać. Oczywiście wypada do dalej udoskonalać tym bardziej, że mamy jeszcze problem by się porozumieć w niektórych specyficznych stresujących sytuacjach, ale jak mówiłam – sztuki rozmowy człowiek nigdy się nie nauczy do końca. Pamiętajmy tylko jeszcze, że związek to nie wszystko. On oczywiście wymaga największej ilości pracy (no może poza relacją z własnymi dziećmi), ale jest też multum innych znajomości w których ludzie także nie będą wiedzieli o co nam chodzi, jeśli im tego nie powiemy, a my także nie będziemy świadomi czemu oni się tak zachowują, dopóki ich nie zapytamy.

Jestem na bardzo dziwnym etapie budowania znajomości z ludźmi. Znam ich czas już jakiś, a od pewnego momentu mam wrażenie, jakbym uczyła się z nimi rozmawiać od nowa. Po części chyba tak jest, w tym sensie, że dopiero gdy osiągnęliśmy z Moim Mężczyzną odpowiedni stopień porozumienia między nami, to dopiero potem zaczęłam większą uwagę zwracać na błędy jakie robię w komunikacji z innymi ludźmi, a troszkę tych błędów jest niestety. Myślę, że warto się starać. Warto próbować, bo zdolność rozmawiania z drugim człowiekiem to nie jest coś, co odchodzi wraz ze znajomością. Osiąganie porozumienia z drugą osobą, nadawania na tych samych falach to coś, co sprawia, że jesteśmy bardziej odpowiedzialni za to, co posiadamy we własnym życiu, za to jakie ono jest. To sprawia też, że potem już nie jest tak łatwo zrzucić winę na kogoś typu „a bo on to….”, a jednak jak zauważyłam, człowiek z niewielu rzeczy związanych z obcowaniem wśród ludzi jest tak dumny, jak właściwa relacja z drugim człowiekiem. Warto. Wiem, że warto.
Twoja Myśl... (7)


:: 14.06.2006 :: 14:50



Nie znoszę sesji. Tak szczerze. A to dlatego, bo nie znoszę po pierwsze podporządkowywać całego swojego życia w danym okresie jednemu wydarzeniu, które na dodatek nie ja wybrałam (oh gdyby te egzaminy były w innej kolejności…), a po drugie nie znoszę tego poczucia winy na zasadzie „No tak, teraz się trzeba tyle uczyć, powinnam była wcześniej podczas semestru to i to…”… Do tego dochodzi fakt, że tylko w czasie sesji tak idealnie widać, że jest coś za coś… Że doba ma tylko 24h i jeśli się bardzo dobrze nauczę jednej rzeczy, to zwykle nie zdążę drugiej… tylko w sesji jest tyle nieprzyjemnych wyborów… Grrr…. Dziś zjadłam na śniadanie bułkę słodką z kawunią oczywiście – kaloryczne, ale może to sprawi, że będzie lepiej mi wiedza wchodziła do łebka?



Na pewno sesja odbiera wiele uśmiechu, w dużej mierze dlatego, bo człowiek nie ma na nic czasu… To tak, jak np. z moim fotografowaniem chmur… Uwielbiam to robić, ale im więcej fotografuję, tym lepsze zdjęcia chcę czynić i to sprawia, że nie wyjmuję aparatu tylko wtedy, gdy mam chęć, lecz wówczas, gdy jest po co… A uwierz – nie w każdej chwili są ładne chmury mimo mojej dużej tolerancji na ich różnorodny rodzaj piękna ;)



Na pewno coraz częściej jest nieciekawy kolor nieba by fotografować moje pierzaczki, a to dlatego, bo nie wiem z jakiego powodu, ale jakoś tak często ostatnio nie jest ono czysto niebieskie, zwykle jest takie niebieskie z mniejszą lub większą dozą szarości, a to sprawia, że nawet najładniejsza chmurka na jego tle wymaga koniecznie programu do obróbki zdjęć… ja zaś w sumie nie jest tak, że nie lubię zdjęć obrabiać, ile wyznaję we wszystkim zasadę „Jak coś robić to porządnie albo wcale”, zaś na chociaż to pół godzinki na jedno zdjęcie nie mam czasu tym bardziej, że zwykle jak zgrywam je, to od razu ponad setkę :>



Ostatnio jeden wróbel był złośliwy ;) Otóż usiadł na balkonie na barierce i myślę, że nawet było wykonalne zrobienie mu zdjęcia, ale nie ukrywajmy, nie czatuję przy balkonie z aparatem na wróble, no i oczywiście gdy pobiegłam po owe urządzonko a potem się uruchamiał, to wróbel odleciał … Lecz się nie poddałam :D Wzięłam teorię ze sobą na balkon i tam się uczyłam z aparatem pod ręką, no i widać efekty :D Ha ha :D jestem z nich dumna ;)



Podobnie wieeele razy dziennie patrzę na wierzbę pod blokiem i nie mogę żadnej sroczki dorwać… Ale pewnego dnia mi się uda, jestem o tym przekonana :) Dzisiaj widziałam dwie tak świetnie bawiące się ze sobą na ławce, szkoda, że się nie udało cyknąć fotki ;(



Zaś co do zdjęć, to ostatnio nie mogłam odżałować, że nie miałam aparatu przy sobie, bo mimo tego, jak bardzo nie potrafię fotografować ludzi, to tu bym cyknęła zdjęcie. Otóż wracam sobie spokojnie z uczelni cała już nieźle zmęczona, chcę przejść przez ulicę, więc podnoszę głowę, rozglądam się i co widzę? Chłopca lat około 10 jadącego z papierem toaletowym na głowie!!! Znaczy się jechał na składaku i trzymał jedną rączką kierownicę, a drugą paczkę 15 rolek papieru toaletowego opartą o głowę ;) Takich obrazków się nie widzi dwa razy ;)



Poniżej zdjęcia jakie lubię ;) Robię je bardzo rzadko, bo ciężko znaleźć dobrą do nich okazję, a lubię je, ponieważ są pozytywne i świetnie wyglądają jako tło pulpitu ;) Czemu większośc ludzi niczego w nich nie widzi? Są przecież takie fajne pierzaczkowate ;)



Zakończę historyjką z życia wziętą, którą jak usłyszałam to mnie tak rozbroiła, że nie sposób jej tu nie napisać (to ta z serii co do Mojego Mężczyzny na stację przyjechała blondynka i się zapytała: „Czy ten samochód jest na gaz?” <- historia autentyczna!). Tym razem Mój Mężczyzna szedł sobie akurat do mnie wczoraj ze słuchawkami w uszach z których leciały jakieś wyjce, no i zaczepia go jakiś pijaczek, który nie zważając na muzykę (a dało się naprawdę usłyszeć) zaczyna coś do niego mówić. Ja tam bym już zwiała myśląc, że chce jakieś drobne czy coś takiego. Natomiast Mój Mężczyzna kulturalnie wyjął słuchawki z uszu by posłuchać, co ma do powiedzenia ów pijaczek i…….ten mu zaczął mówić wynik meczu! No myślałam, że padnę jak to usłyszałam ;D Potem tylko zapytał jeszcze czy monopolowy jest otwarty i sobie poszedł ;) Komentarz Mojego Mężczyzny: „Piłka zbliża ludzi” ;)


Twoja Myśl... (3)


:: 15.06.2006 :: 13:55



Teraz świat wygląda diametralnie inaczej :D (co ot choćby widać po powyższym zdjęciu, czyż nie pięknie się skrzą te drobinki w słonku?:) ) Tamte egzaminy… Do przodu, choć kolejny raz wyszło, jak nie warto się tyle uczyć… Na pierwszy choćbym się uczyła tydzień dłużej, wcale nie napisałabym lepiej, bo zadania były mocno niestandardowe, a na drugim przepuszczali wszystkich, więc po co tyle nerwów? Niby nie mogłam wiedzieć, że tak będzie, ale… Ech już mniejsza z tym :D

To co jest piękne to fakt, że wreszcie nadszedł wymarzony tydzień mieszkania tylko z Moim Mężczyzną :D Jest pięknie… Wiele zdjęć, pomysłów, cudowne porozumienie, wspólne gotowanie, wspólne też sprzątanie, żadne z nas nie zgania niczego na drugie. Ze zdjęć to moich umieszczać tradycyjnie nie będę, ale cieszę się, że jest wiele pełnych uśmiechu typu ja posługująca się rolką papieru do pakowania prezentów niczym bazuką :> Oj Mój Mężczyzna lubi mi robić wiele dziwnych zdjęć, a ja mu w tym czasami pomagam :> Poniżej jak dotąd najlepsze nasze zdjęcie nocą, wiem, że jest bardzo nieidealne, ale w stosunku do wszelkich wcześniejszych jest małym sukcesem ;)



Pięknie jest budzić się co rano przy Nim, tulić i udawać, że świat nie istnieje…W nocy gdy mnie obudzi jakiś koszmar (a mam ich trochę z uczelnią związanych czasami) to się wtulam w Niego i bezpieczna idę spać dalej ;) Życie jest piękne :D Mimo tego, że każde z nas się uczy, bo przecież sesja, to z każdym dniem razem upewniamy się w tym, jak bardzo chcemy żyć już zawsze tylko ze sobą, jak najprędzej razem zamieszkać i cieszyć się życiem – każdą jego barwą, dosłownie każdą…

A odnośnie sesji to jutro ma Mój Mężczyzna egzamin, toteż wyjaśniam Mu czasem jakieś wątpliwości z prawdopodobieństwa, a nam czasami to kiepsko idzie, bo on się denerwuje, że czegoś nie rozumie, a ja nie zawsze umiem wyjaśnić tak super jasno (ot choćby z powodu diametralnie innej terminologii) no i bywają nieporozumienia a teraz jest tak dobrze, oboje się staramy i jest pięknie ;)



Wczoraj jego tata jak jechaliśmy w trójkę samochodem się zatrzymał i obaj panowie poszli nazrywać maków dla swoich kobiet ;) Czyż to nie piękne ? Szkoda tylko, że maki są tak nietrwałe i tak szybko powiedziały dobranoc…



Dlatego dziś kupił mi frezję :P Szkoda, że kwiaty wciąż są tak drogie… Chcieliśmy białą różę by może zmienić zdjęcie, które jest w tle o którym już pisałam, że było robione tak po prostu i nie do końca przez to tu pasuje, ale jak zobaczyłam cenę, to wiedziałam, że się z niej nie ucieszę… Ja mogę z forsą zaszaleć, ale nie lubię przepłacać i już.



Ogólnie nigdy nie sądziłam, że będzie mi z kimkolwiek tak dobrze :D Jestem tak szczęśliwa, gdy idąc z Nim za rękę czuję spokój, nad nami błękit, za nami słońce i świat jest cudowny :D Nigdy nie pomyślałabym, że w takim stresie jak przez ostatnie dni będzie mi tak dobrze w pobliżu kogokolwiek, to piękne, że potrafimy ze sobą być też wtedy gdy jest źle… Ze sobą, a nie obok siebie…

Choć bycie razem cały czas jest fajne dopóki On mi nie wparowuje do łazienki, gdy akurat golę nogi no i nie wyglądam zbyt erotycznie :> Poniżej zaś widok, który nie co dzień zdarza się w czerwcu ;) Czyż nie wygląda fajnie ? Ale dawno nie jadłam zalewajki… :>




Zastanawiałam się nieco nad ludźmi jako takimi… Doszłam do wniosku, że tak niewielu jest zadowolonych z tego co ma… Tu nawet nie chodzi o pragnienia jako takie… Najlepszym przykładem jest jedna dziewczyna u mnie na wydziale. Otóż jest ona kosmicznie chuda, tak po prostu od zawsze, ma też bardzo wąski rozstaw kości, więc to nie jest jakoś niesymetrycznie ani anorektycznie, po prostu się wyróżnia chudością. Gdy zobaczyłam ją po raz pierwszy to tak niefajne wrażenie, takie chude coś aż lekko niesmacznie to wyglądało. Natomiast z czasem widząc ją codziennie nie tyle się przyzwyczaiłam, ile widzę, jak jej jest dobrze z jej ciałem, jak lubi podkreślać ogromną smukłość swojej figury, jak dobrze się czuje we własnej skórze i dalej twierdzę, że jest bardzo za chuda, ale mimo to już to tak nie razi przez jej podejście do siebie samej.

Piszę to, bo muszę się też bardziej wziąć za takie podejście w swoim przypadku… Niby nigdy się jakoś mocno nie przejmowałam „Co ludzie powiedzą”, ale jednak mogłoby być z tym u mnie lepiej… Choć myślę, że jestem na dobrej drodze, coraz lepiej się gdzieś czuje po prostu sobą, nie patrząc na to co rozmówca sobie pomyśli, gdy zaczynam śpiewać :> Podobnie na tym blogu piszę coraz więcej mimo tego, że czyta go kilka osób, które widzę codziennie, zaczynam coraz bardziej podchodzić, że jest on mój i dla mnie, to ja go będę czytała po latach i ja chcę się z tego śmiać, dla ludzi nie wszystko musi być śmieszne, ważne że dla mnie jest i ja to chcę pamiętać;) No i nie ukrywajmy czasami z pewnymi rzeczami wiąże się dłuższa historia i nie zawsze uda mi się ją całą ładnie streścić…



Na zakończenie takie uczucie chwili obecnej – jest mi dobrze. Tak po prostu bez żadnych większych intensywniejszych powodów. Jest mi dobrze, bo jest nieźle w pokoju, a nie zawsze nam się udaje utrzymać względny porządek ;P Jest mi dobrze, bo w pokoju jest tak ciepło, za oknem słońce, a obok pachną truskawki, które wczoraj kupiliśmy ;) Jest mi dobrze, bo zaraz wypiję moją ukochaną Helenę, od której się chyba uzależniam ;) Na obiadek będzie na pewno coś dobrego, jeszcze nie wiem na co będziemy mieli chęć, ale jest trochę dobrych rzeczy w lodówce ;> Na kolację może mój ukochany łosoś?:> Uwielbiam łososia ;) Nawet akcja pozbywania się steryny z dywanu, która mnie czeka mi nie popsuje nastroju ;)



Po prostu – cieszę się, że jestem szczęśliwa i nie musiało się nic wyjątkowego wydarzyć, co owo szczęście spowoduje :D

Twoja Myśl... (5)


:: 16.06.2006 :: 13:12



Dni mijają nam jak we śnie… Jest nauka, jest codzienność typu zmywanie, ale jest też tyle piękna wokół… Tyle czułości, bliskości, bycia razem z uśmiechem na ustach ;)



Dziś przechadzka i wiele różnych dziwnych zdjęć ;) Lubię robić zdjęcia jako takie, lubię eksperymentować, lubię się cieszyć po prostu tym, że mamy aparat ;) Zahaczyliśmy o Jego mieszkanko dziś, więc od razu z tej okazji kilka ładnych zdjęć – widoków jakich u mnie się nie uświadczy…



Dziś był niesamowity zachód słońca … Jeden z najbardziej tajemniczych jakie widziałam… gdybym pewnego dnia jednak napisała pewną książkę, właśnie taki obraz chciałabym stworzyć w wyobraźni czytelnika… Zdjęć z niego nie mam… Był jak zwykle nad blokiem, słońce chowając się tak niepozornie przecinała antena… Gdybym zrobiła mu zdjęcie, nie byłby to już ten zachód słonka, który mam teraz w wyobraźni… Szkoda, ze nie każdą chwilę jednak można uwiecznić…



Podobnie dziś była taka ekstra dzidzia w tramwaju, myślałam, że padnę, gdy widziałam jak słodko wyciąga rączki do obcych ludzi, jak się uśmiecha, wierci, jaka jest po prostu zadowolona ze wszystkiego ;) Od razu ileś refleksji odnośnie mojego dziecka kiedyś… Nie wiem jak ja to przeżyję… To wszystko… Nie mogę przecież trzymać mojego maleństwa w zamknięciu, a jednocześnie tak się boję wypuścić je do świata jaki jest… Do tego okrucieństwa i przemocy jaka panuje na ulicach… Będzie mi bardzo ciężko znaleźć równowagę pomiędzy scalaniem rodziny a brakiem zbytniej hermetyczności…



Zapada już noc gdy piszę te słowa… Przeglądam zdjęcia, jakie by tu wkleić, a jest kilka, które mi się naprawdę podobają… Chciałabym teraz leżeć na hamaku… Patrzeć na gwiazdy, na bezchmurne niebo nocą… Może by był gdzieś wiciokrzew w okolicy? Tak tęsknię do jego pięknie słodkiego zapachu… Jak byłam mała uwielbiałam siadać wieczorem na ławeczce nad stawikiem na działce i czuć jego woń (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że pod nią są takie robaczki jakie Pumba i Timon jadali na śniadanie)… Albo chociaż by w pobliżu owego hamaka był jaśmin… Dawno nie czułam jego zapachu….



Jak już przy tajemniczości jesteśmy, to czy ktoś mi powie patrząc na to zdjęcie, że ten kot nie ma czegoś w sobie?



No i wreszcie udało mi się upolować gołębia ;D (ale z sajgonkami jeszcze poczekam :>) Efekt widać poniżej ;) Sroka zwiała, ale nadal wszystko przede mną ;)



Na zakończenie kilka słów już nie prozą… Taki kolejny mały eksperyment… Osobiście niezbyt mi odpowiada… Zawsze powtarzałam, że nie umiem pisać wierszy w których nie ma smutku czy łez… Ale może czas się nauczyć? Toteż próbuję… Mniej więcej właśnie to próbuję przekazać światu w tym wierszu… Nie muszę być idealna… Mój Mężczyzna nie musi być idealny… Świat nie musi na nas patrzeć z uśmiechem… To my musimy chcieć…To my musimy mieć odwagę…To my musimy… I tak jest – chcemy i mamy odwagę walczyć o nasze szczęście, ramię w ramię pomagamy sobie wzajemnie wstać rozumiejąc, że człowiek tak naprawdę jest szczęśliwy tylko będąc z drugim człowiekiem…



Pragnienia


Spragniona szczęścia
Patrzę na świat poprzez Twoje ramiona

Spragniona bliskości
Szukam Ciebie w szarości dni

Spragniona uśmiechu
Pozwalam by Twoje usta go znalazły

Spragniona siebie
Biegnę by znów być sobą przy Tobie

Spragniona
Przy Tobie nie pragnę niczego więcej



Twoja Myśl... (5)


:: 18.06.2006 :: 11:55



Dziwne jest to lato, ale jakże pozytywne ;) Jak na razie się nie spełniło ileś małych pragnień, które mogą mieć miejsce tylko latem, typu sfotografowanie burzy, lub zmoknięcie w lesie w letnim ciepłym deszczu… Szkoda, że tego lata znów pracuję, chciałabym chodzić na jagody i maliny, a nie tylko po wrzos we wrześniu…Wczoraj już się błyskało parę razy koło północy, niestety na tym się skończyło…



Wracając zaś do lata – wiedziałam od zawsze, że nigdy nie dostosuję się do panującej mody, ale nie sądziłam, że będzie aż tak źle… Chciałabym sobie kupić sukienkę, taką letnią, najlepiej jasną w kwiaty, tylko by nie przeginać, nie może być kiczowata. Szukałam długo i intensywnie, lecz skończyło się i tak na tym, że podczas tego tygodnia z Moim Mężczyzną chodzę po domu w sukience, która nie wiem czy ma już lat kilkanaście, ale na pewno blisko ;) Lubię ją, ale widać, że jest na osobę o innych wymiarach i nie wyjdę w niej z domciu… A szkoda… Tak dobrze się czuję w takich rzeczach, tak zwiewnych, że gdy zaczynam się kręcić, to tak cudnie dół tańczy na wietrze…



A propos ludzi, którym dobrze jest z tym, jacy są, to nie sposób nie poruszyć pewnej kwestii. Otóż wczoraj poznałam z Moim Mężczyzną kuzyna G.G. Zrobił na nas strasznie pozytywne wrażenie, ponieważ czuć było jak bardzo jest sobą… Mieszka w niedużej miejscowości (staram się unikać słowa wieś, jakiś ma taki negatywny wydźwięk), jednak gdyby nazywać rzeczy po imieniu, to inaczej jak wsią by się nie dało. Chodzi jednak o to, że jemu jest z tym dobrze ! On się tego nie wstydzi! Jest człowiekiem pełnym uśmiechu, chęci do zabawy, skończył 3 letnie studia, obecnie gra na weselach na gitarze wraz z zespołem, ale jak on opowiada o wsi! Reymont wysiada! Naprawdę tak szczerze miło było go słuchać, gdy mówił o wiejskich weselach, jak to ludzie potrafią się wtedy bawić, jak to w mieście ludzi nie stać na tyle luzu; opowiadał o dożynkach, dowiedziałam się czym jest wieniec i ogólnie poznałam wiele wiele rzeczy, z których nie zdawałam sobie sprawy ;)



Strasznie pozytywny był w nim ten zapał oraz to, że on nie apoteozował wsi, po prostu zauważał różnice między wsią a miastem i skoro zna jedno i drugie, to świadomie i z zadowoleniem w oczach wybrał wieś ;) Strasznie mi odpowiadają tacy ludzie, którzy dokonują świadomych wyborów, którzy mają argumenty na poparcie swojego zdania, którzy zamiast się wstydzić wszystkiego są po prostu sobą, czemu nie ma takich więcej ?



Zaś odnośnie świadomych wyborów… Męczy mnie kwestia przyszłych wakacji… Mój Mężczyzna chce ze mną na 3 miesiące wtedy wyjechać do Stanów do pracy, lecz nie chodzi o zarobek, a o to by poznać choć troszkę kraj (no a że nas nie stać , by pojechać na tyle czasu turystycznie…). Chodzi Mu przede wszystkim o to, że rozmawiamy już od ładnych kilku lat, iż po studiach wypada wyjechać z tego kraju, uciec najszybciej od po… służby zdrowia i strachu gdy jest mecz, od ogromnej biedy i wszechpanującego pesymizmu… Mój Mężczyzna chce, byśmy pojechali w owe wakacje, bo to są jedyne kiedy możemy (potem już On nie będzie miał 3miesięcznych wakacji), zaś w inne wakacje/urlopy zwiedzać pozostałe kraje które bierzemy pod uwagę na wyjazd… Chodzi Mu o to, abyśmy potem gdy studia skończymy dokonali świadomego wyboru – zostali w tym kraju lub wyjechali z niego świadomie, nie zaś zostali z braku wyjścia… Rozumiem całkowicie Jego racje i pewnie się tak skończy, że pojedziemy, po prostu perspektywa sama w sobie mnie tak kosmicznie przeraża… Nigdy nie byłam za granicą, a już tym bardziej nie tak daleko i bez możliwości powrotu nim upłyną owe magiczne trzy miesiące… To będzie jeden z najpoważniejszych wyborów w moim dotychczasowym życiu…



Swoją drogą, musimy się wybrać z Moim Mężczyzną na jakąś przechadzkę, bo już mi się dobre zdjęcia kończą i nie wiem co umieszczę w kolejnej notce, która już napisana czeka na czas właściwy ;) Szkoda, że tyle nauki, tyle pragnień, a tak mało czasu… Młodość jest taka krótka…ech…



Hmm… Nie kończmy tak tej notki… By troszkę lżej było na zakończenie napiszę, jak piękny jest poranek.. Tak, wiem, pisałam już o tym nie raz, jednak tak rzadko mam możliwość opisania poranka w lato… To niesamowite o 6 rano iść w krótkim rękawku, uśmiechać się do ludzi, do słońca… Cieszyć się wiatrem, cieszyć się nami, gdy jeszcze nie ma wokół chmary ludzi, gdy jeszcze prawie nie słychać samochodów, gdy jeszcze nie leci muzyka z pootwieranych balkonów… Potem gdy poszliśmy w południe i niestety tylko troszeczkę zmokliśmy, to również było milutko, ale to już nie to… Już tylu ludzi zmartwionych, zabieganych, pogrążonych w myślach dni nie swoich, bo nie czynią niczego, by owe dni były właśnie ich…Jakże miło było już pod klatką odwrócić się od nich plecami i podziwiać takiego świetnego niedużego ślimaczka w pełnej okazałości chodził sobie po krzaczku, ale był taki fajny, taki zadowolony z listka który zwiedzał ;) W pobliżu była słodka biedroneczka, ale i tak ślimak był najlepszy, mało ostatnio jakoś widzę takich niedużych ślimaków cieszących się życiem ;) Poniżej jedno z najlepszych w moim odczuciu moich zdjęć słońca ;D Oj jestem z niego zadowolona ;) Jak widać ostatnio nie zasypuję Cię zdjęciami nieba, bo rzadko jest okazja by zrobić jakieś dobre, lecz kiedy już się owa nadarzy… :D



Poniżej zaś zdjęcie jakie dałam G.G. na Jej urodziny – jak na pierwszy mój malunek na szkle (jak ja nienawidzę malować farbami…) to uważam, że jest całkiem nieźle i jestem z niego na tyle zadowolona, że aż tu owo zdjęcie umieszczam ;) Na pewno widzisz, że przedstawia ono płatek śniegu, ale na wszelki wypadek piszę, że widać tu właśnie ów maleńki cud zimy, na który tak rzadko zwracamy uwagę ;) Lubię dawać ludziom nietypowe prezenty, których raczej nie dostaną już nigdy w życiu od nikogo innego ;)


Twoja Myśl... (5)


:: 21.06.2006 :: 12:26



Mmm… brakuje mi możliwości nadawania notkom tytułów… oj bardzo mi tego brak, buu…
Tak czy inaczej dziś będzie o temacie, którego do tej pory chyba nie poruszałam i dziś też jakoś intensywnie nie będę, chodzi bardziej o akcent…



Oglądam z Moim Mężczyzną intensywnie Stargane SG1 no i niestety już skończyliśmy, tj. obejrzeliśmy wszystkie odcinki które do tej pory wyszły, czyli 9 sezonów po około 21 odcinków każdy. Dziś obejrzeliśmy pilotażowy Stargane Atlantis… I znów wróciło to dziwne uczucie – co jest Gdzieś Tam?



Nie wierzę, byśmy byli sami w kosmosie, to takie irracjonalne… O tyle żałuję, że człowiek żyje tak krótko, że nie wierzę w życie po śmierci, bo zgodnie z tym – nigdy się nie przekonam, czy pewnego dnia Człowiekowi udało się nawiązać kontakt z Mieszkańcami Innych Planet… A myślę, że się w końcu uda, boję się, że skutki będą opłakane (co u mnie normalne, przecież nie wierze w Człowieka jako takiego), ale jednak…



Ciekawe, czy Tam Gdzieś też żyją ludzie… Tak coś do ludzi podobnego o w miarę podobnej ewolucji… Bo i dlaczego by nie? Może gdzieś jest kraina rodem z Mikołaja Doświadczyńskiego Przypadków – gdzie nie ma kradzieży ani kłamstwa? W naszym świecie to możliwe już nie jest (a może nigdy nie było?), ale to TYLKO nasz świat… Jeden z wielu pośród gwiazd…



Ogólnie bardzo wiele chciałabym się dowiedzieć, a wierzę, że pewnego dnia ludzie poznają wszystkie odpowiedzi na obecnie nurtujące nas pytania, po prostu wtedy będą inne, które przez wiele lat pozostaną w sferze ogromnych wątpliwości… Chciałam się dowiedzieć więcej o Da Vincim i jego obrazach… Chciałabym się dowiedzieć więcej o Piramidach, jak i kulturze Azteków i tych wszystkich innych Amerykańskich plemion… Chciałabym poznać tajemnicę Stonehenge… Chciałabym poznać sekrety ludzkiego umysłu, tego jak naprawdę ogromny potencjał posiadamy, tylko wciąż nie zdajemy sobie z tego sprawy…



Zawsze wiele chciałam… Ale zawsze też było mi z tym dobrze :D Z moimi pytaniami, z moim poszukiwaniem odpowiedzi, z moimi dziwnymi rozmowami z dziwnymi ludźmi… Lubię poznawać nowe osoby, które są pewne swojej wiedzy na dowolny temat, byle jej pewne były i pytać… nie po to by zagiąć, ani nic z tych rzeczy, pytać po to by się dowiedzieć, by iść na przód… Lubię rozmawiać z ludźmi… Lubię właśnie od nich, a nie z książek poznawać odpowiedzi… Może pewnego dnia uda mi się spisać szereg dziwnych rozmów, jakie prowadziłam na szereg dziwnych tematów, bo na pewno blog jest na to za mały…



A może pewnego dnia, jeszcze za mojego życia nagle tak wiele stanie się jasnych? Tak jak w pewnym sensie ‘jednego dnia’ komputery odmieniły życie człowieka, one wraz z Internetem i nagle można zobaczyć tak wiele z tak wielu zakątków świata, człowiek ma dostęp do ogromnej ilości informacji, czy nasze babcie by kiedykolwiek o tym pomyślały…?

Chyba czas na mnie, bym rozwinęła moje skrzydła i nauczyła się latać…


Twoja Myśl... (2)


:: 22.06.2006 :: 09:25



Na wstępie znów zaproszę najpierw do zerknięcia na poprzednią notkę, bo jest nieco odmienna od większości moich i jestem ciekawa, z jakim odzewem się spotka ;) Ta natomiast będzie pełna drobiazgów, wspomnień, myśli oderwanych z których żadna nie nadaje się na osobną notkę, więc wyszła taka zbiorcza ;) Na poniższej fotce nie wiem co to za ptaszek, ale tak długo na niego polowałam, że mimo nieidealnego zdjęcia muszę je tu umieścić ;)



Zdjęcia zaś są z botanicznego – próbowaliśmy się tam uczyć dzień przed moim egzaminem no i coś nam to średnio wyszło, ale plan był dobry, a zdjęć jest kilkaset :> Tu umieszczę tylko kilkadziesiąt i pewnie przy odrobinie szczęścia będą się ciągnąć przez notki do końca czerwca, zwłaszcza, jeśli uda nam się pójść tam znów, a taki jest plan ;) Lecz myślę, że warto tu je umieścić mimo ilości…mnie zachwyciły i jestem z nich zadowolona, poza tym to dość ciekawe urozmaicenie dla moich zdjęć nieba i zachodów słonka, które pewnie tez się pojawią co jakiś czas, inaczej nie byłabym sobą ;)



Ten tydzień z Moim Mężczyzną był niesamowity ;) Powodów jest ku temu multum ;) Na pewno najmilej będę wspominała te poranki, gdy się budzę wtulona w Niego i te wieczory, gdy zasypiałam z łebkiem na jego piersi oglądając Stargate ;)



Myślę też, że pobiliśmy nasz rekord w …. Jedzeniu cebuli! Autentycznie aż poszliśmy dokupić :> Cały rok nie jadłam tyle cebuli co przez ten tydzień ;) Jedliśmy ją do wszystkiego ;) Do jajecznicy, do żaróweczek zrobionych na zabawne ośmiorniczki, do kanapeczek na pomidorka, oczywiście do śledzików, do okraszania ziemniaczków, do wszystkiego :D Szkoda, że to nie czosnek, ale boję się, że mój brzuszek by sobie z taką ilością czosnku nie poradził… Choć dzisiejszy sos do spaghetti bez czosnku się nie obejdzie ;> A w przyszłym tygodniu może jakoś zrobimy lasagne? Tam też zawsze jest chmara czosnku ;D Lubimy czosnek :D Oj tak, zawsze umiałam się cieszyć jedzeniem i przygotowywaniem do dla Mojego Mężczyzny lub wspólnym i spożywanym przy jakimś dobrym filmie ;D



Tak sobie myślę – w wakacje pewnie będzie ciężko o umieszczanie notek tutaj, ale za to ile zdjęć wtedy porobię ;D Ha, już się nie mogę doczekać :D Oj tak, strasznie już tęsknię do tego myślenia o wielu sprawach, ale żadna z nich nie jest związana z nauką ani studiami…



To jak czasami w te chwile w minionym tygodniu… Siedziałam przy kompie, pisałam notkę, Mój Mężczyzna oglądał jakiś kolejny horror, którego powiedziałam, że z nim nie obejrzę, bo mnie do straszydeł nie ciągnie i było tak spokojnie… Tak po prostu… ja.. .On… Wieczór za oknem… Słuchać było jakieś zabłąkane gołębie czy sroki na dachu… Słońce już dawno powiedziało dobranoc, choć księżyc jeszcze się nie obudził… I tylko wiatr niósł ze sobą dziwny zapach krzewów z drugiego końca bloku… W takich chwilach jest czasami tak dziwnie… Tak nagle inaczej, jakby nie istniało nic, jakby nic nie było takie strasznie ważne, takie nie do przejścia… Jakby był świat… Jakby owo świata istnienie było jedyną pewną rzeczą, a wszystko inne… snem? Hmm… Sny… Wolę chyba słowo ‘marzenia’… One bardziej zależą od nas… Są częścią nas samych…. Nas takich, jakimi widzimy siebie tylko my sami...



Przypomniała mi się sytuacja mniej więcej równo sprzed roku. Spotkałam w tramwaju koleżankę z liceum typ w sumie nieco babochłopa tj. silniejsza od chyba wszystkich chłopców w klasie, trenowała pchnięcie kulą i rzut oszczepem, krótkie włosy, albinoska, krążyły plotki, że skoro nie znalazła uczucia u mężczyzn, to szukała u kobiet. Tak czy inaczej porozmawiałyśmy nieco o studiach no i zaległa cisza… Zaryzykowałam i spytałam jak z chłopcami… Ona na to, że nijak jak zwykle… I znów cisza… No to jeszcze bardziej nieśmiale padło pytanie „A jak z kobietami” i …… jak poszła rozmowa! Od razu potok słów, odpowiedź z uśmiechem, lekka atmosfera, bardzo miło się rozmawiało. Nie pierwszy raz odniosłam wrażenie, że przedstawiciele mniejszości seksualnych są bardziej otwarci, choć w sumie niewiele też miałam do czynienia z takowymi.



Wczoraj było fajnie jak siedziałam z Moim Mężczyzną w pizzerii, bo po egzaminie padałam z głodu, bo jednak wiadomo, że przed to było ciężko coś przełknąć. No i leciał sobie mecz, my jak zwykle nie zainteresowani jemy sobie spokojnie i jak nagle cała sala zaczęła się drzeć! Oj można się było wystraszyć! Jednak było miło mimo to, takie poczucie jedności, wszyscy się cieszyli, było słychać szkło, uśmiech ożywioną rozmowę – gdyby zawsze tylko taka atmosfera kojarzyła się z meczami… Ale naprawdę bardzo miło wspominam tą sytuację, dawno nie widziałam tylu uśmiechniętych twarzy, tylu iskier w oczach ;)



Jadąc tramwajem widziałam starszego, w sumie tak poważnie starszego mężczyznę. Szedł przy użyciu takiego przedmiotu mającego zastąpić laskę, by mu się łatwiej szło. Miał z ową czynnością, jaką jest chodzenie dość spory problem, a jednak wciąż miał miejsce kolejny jego krok. Bardzo mnie rozczulił ten widok. Nie dlatego, że odczuwałam litość dla tego mężczyzny ,bo tak nie było. Wzruszyłam się, ponieważ widać było, że jest pogodzony ze swoim losem, lecz pogodzenie nie oznaczało pokonania go. Trudno mu było, lecz szedł powoli swoim tempem z podniesioną głową. Wzbudzał uśmiech w duszy. Gdybym kiedyś nie daj Bóg była w takiej sytuacji, chciałabym sobie z tym radzić właśnie tak, jak wyglądało to w jego wypadku…



Wracając do domciu widziałam maleńkie dziecko, babcia je karmiła taką papką Gerbera, ale już dziewczynka chodziła sama, zwykle trzymając się ławki, wózka czy nogi babci, lecz jednak już chodzić była w stanie. To co mnie niemile zaskoczyło to… miała przebite uszka już. Złote kolczyki, które w porównaniu do jej maleńkich uszek były ogromne, choć ogólnie nie były duże. Jakoś tak dziwnie się poczułam, gdy to widziałam… Wydaje mi się, że jednak mimo wszystko coś takiego jak przebijanie uszu powinno należeć do danego człowieka, to jest jego ciało i już nie raz słyszałam, jak to dziewczynom nie chcą dziurki w uszach zarosnąć… Wydaje mi się po prostu, że skoro dana dziewczynka ma z tym żyć do końca życia, to powinien to być jej wybór, a nie babci czy mamy, która chce jej kupić pierwsze złote kolczyki do komunii… Pamiętam jak ja jako dziecko uwielbiałam nosić choć przez chwilę klipsy babci, ile miałam przy tym radości ;) Zaś na kolczyki zdecydowałam się sama, bo ja chciałam, bo mnie się podobały i nigdy nie żałowałam swojej decyzji ;)



Skoro tak już opisuję różne sytuacje, to może wrócę do wczorajszego egzaminu. Był wyjątkowy z wielu powodów, ale opiszę tylko jeden. Siedzieliśmy po 4 osoby w ławce tak że była przerwa jednego lub dwóch miejsc między osobami i za każdą „pełną” ławką była jedna pusta. Wyjątkowe było to, jak dziewczyny w 5 chyba ławce sobie pomagały. Nadal wspominam to z tak ogromnie ciepłym uśmiechem ;) Wiedzieliśmy, że na auli są kamery, pilnował nas wykładowca i kobieta prowadząca ćwiczenia, to czy było łatwo czy trudno ściągać jest kwestią spojrzenia. Tak czy inaczej one we trzy sobie tak pięknie pomagały… Starały się rozmawiać, wiele ryzykowały byle tylko sobie pomóc. Szczególnie wyjątkowa jest postawa dwóch z nich, mianowicie ta trzecia, która siedziała w środku jest znacznie słabsza od pozostałych dwóch w każdym przedmiocie toteż ona mogła tylko zyskać, one wiele ryzykowały, a mimo to tak sobie pomagały, byłam pod ogromnym wrażeniem! Gdy pilnująca wyszła na chwilę, to najlepsza z nich napisała na kartce rozwiązania kilku zadań i podała pozostałym, co zważywszy na odległość nie było super łatwe, choć wykonalne. Gdy poprosiłam jedną z nich o podanie mi jednego założenia to mimo dzielącej nas odległości powiedziała mi je, a bałyśmy się bardzo że będzie to słychać i widać ruch. Szkoda, że w sumie tylko one sobie tak ładnie pomagają na moim wydziale… Szkoda, że ludzie wciąż nie rozumieją, jak ważna jest współpraca (nie mylić z pasożytnictwem!). Kto wie, może na kolejnym egzaminie uda mi się jakimś cudem siedzieć obok nich? Z tego co mi wiadomo mogłabym coś wnieść do ich pracy, one do mojej ;)



Jak po zdjęciach widać, wizyta w botaniku była udana ;) Jaki ten teren jest ogromny! To już nie pierwszy nasz pobyt w tym miejscu, a zobaczyliśmy tak wiele nowych miejsc, roślin, krajobrazów, dech zapierało w piersiach ;) Wróciliśmy nieco pogryzieni przez komary, nieco opaleni i szczęśliwi, no i z masą zdjęć ;) Polowałam uparcie na pewną srokę i potem na pszczółkę, ale nie udało się zrobić zdjęcia na tyle dobrego, by je tu umieścić… Tak czy inaczej pierwsze już są, więc mam nadzieję, że kolejnym razem będę miała o odrobinę więcej szczęścia ;) Wiem, że dominują zdjęcia szyszek, lecz ja tak uwielbiam te piękne twory natury, tak mnie słodko urzekają, no czyż można się nie uśmiechnąć widząc coś takiego? ;D


Twoja Myśl... (3)


:: 24.06.2006 :: 22:17



Dziś słow kilka o uczelni i sprawach z nią związanych, otóż ciekawa jestem, kiedy w Polsce a dokładniej na UŁ będzie rozsądniejszy system egzaminów… Po pierwsze, uważam, że powinny być testowe, tyle że test musi być rozsądnie ułożony, tj. odpowiedzi które są błędne powinny przewidywać błędy, jakie może popełnić student. Sądzę, że nie zwiększyłoby to ściągania od siebie, ponieważ zwykle ludzie jak mają ściągnąć, to i tak to uczynią. Po trzecie – jestem zwolenniczką rozumienia, NIE zaś uczenia się na pamięć. Gdy czasami mam na egzaminie sformułowanie „omów” to wiadomo, że napiszę najważniejsze rzeczy, może jakiś drobiazg, ale nigdy się nie wymieni wszystkiego, bo człowiek tego po prostu nie pamięta! Gdybym miała test wielokrotnego wyboru, jestem pewna, że skoro się uczyłam, zaznaczyłabym odpowiedzi prawidłowo. Nauka nie powinna polegać na ciągłych wyliczankach…



No i w ten sposób dochodzimy do kwestii ściągania… Mniej lub bardziej kontrowersyjnej… Otóż jestem… przeciwniczką. Całkiem nawet zdecydowaną, jednakże wszystko musi mieć sens…U mnie na wydziale, jak pewnie wszędzie, wielu ludzi ściąga i nie dziwię się im. W ogóle. Myślałam dawniej, by iść na prawo. Jak widać – nie poszłam. Czemu? Bo wiedziałam, że nie wyrobię z uczeniem się na pamięć tak ogromnej ilości materiału. Poszłam na matematykę w dużej mierze dlatego, bo zawsze uważałam, że lepiej coś zrozumieć, niż się tego wyryć.



Co się okazało? Otóż to, że wcale nie jestem pewna, czy więcej jest rozumienia, czy uczenia się na pamięć… Na pewno rozumienie pomaga i jest konieczne, ale nie wystarczające… Musimy umieć tak wiele dowodów na pamięć… Inaczej jest, jeśli mamy umieć jakby samą myśl dowodową, czyli gdy wychodzimy z definicji tego, o czym jest twierdzenie, po drodze korzystamy z założeń i w ten sposób udowadniamy tezę. To jedno. Lecz zupełnie odmienną rzeczą jest, gdy nagle kiedyś jakiś mądry człowiek sobie wymyślił dowód, w którym niemalże do końca nie wiadomo o co chodzi i co on ma do twierdzenia, by nagle na końcu przeczytać, że ‘zatem z odpowiedniego twierdzenia z analizy rzeczywistej oraz na mocy własności czegoś tam otrzymujemy tezę”… Aż jak to pisze, to w duszy mam burzę nadchodzącą, tak jak widać poniżej…



BARDZO jest dużo u mnie na wydziale uczenia się na pamięć. Jest bardzo wiele informacji, które człowiek szybko zapomina, tym bardziej ze większość z nich pozostaje tylko w teorii, nie stosujemy ich w praktyce. Gdy się nauczę liczyć różnego rodzaju całki, to jak za rok będę musiała sobie to przypomnieć (a wiem, że będę…) to dam radę, natomiast gdybym miała za rok powiedzieć cokolwiek, co mnie obowiązywało z dowodów tej sesji, to nie sądzę by bym była w stanie odtworzyć cokolwiek…Smutne, ale prawdziwe…



Kolejny raz wyszło to na ostatnim egzaminie. Można było ściągać. Autentycznie się dało, pilnujący nas czasami się odchylał w fotelu i tak zastygał świadomy naszego zachowania. Większość ściągała. W tym ja. Nie wstydzę się tego. Efekt był taki, że dość sporo dobrych osób, które wiele dni oddały nauce do tego egzaminu nie zdało lub dostało niesatysfakcjonujące ich oceny. Większość ściągających zdała. W tym ja. I jest to smutne. Tak być nie powinno. Uważam, że egzaminy powinny być zrobione w formie testowej i na takim przedmiocie jak matematyka, gdzie liczą się przede wszystkim umiejętności i zrozumienie danego zagadnienia, właśnie to powinien sprawdzać egzamin. Chodzi o to, by umieć zastosować jakieś twierdzenie, a nie nie zdać egzaminu, bo się zapomniało o jednym założeniu…I gdyby egzaminy były rozsądnie zrobione, tak przemyślane, nie zaś na odwal się wybrane kilka zagadnień z wykładu i niech sobie studenci piszą te kilka do kilkunastu stron A4 maczkiem (kto to słyszał, by egzamin na matematyce zajmował aż 7stron A4 kratka pod kratką maczkiem prawie wyłącznie tekstu?? Mój tak wyglądał i bynajmniej nie napisałam wszystkiego co powinnam była).



Reasumując, uważam, że egzaminy powinny sprawdzać rzeczywiste umiejętności studenta, nie zaś wydolność jego pamięci. Gdyby tak było, jestem za totalnym wyeliminowaniem ściągania w ogóle. Wtedy by rzeczywiście chodziło o informację zwrotną dla studenta, ile potrafi, co jeszcze musi powtórzyć, by dać sobie radę w kolejnym semestrze na przedmiotach wykorzystujących dany. Wówczas uważam, że powinno się bardzo rygorystycznie pilnować i wyeliminować ściąganie jako rodzaj oszustwa. Na zachodzie nieźle to idzie. W Anglii ponoć w ogóle cudownie. Tam jest zupełnie inne nastawienie do ściągania jako takiego. Chciałabym by pewnego dnia i u nas to było inaczej… By kiedyś moje dziecko uczyło się z sensem rzeczy najpierw naprawdę potrzebnych, a potem bardziej się rozwijało i doskonaliło swoje umiejętności, zdobywało nowe, niż tylko powiększało przepływ informacji, wciąż nowych przychodzących i wciąż kolejnych opuszczających umysł…



Lecz by tak ciężko nie kończyć, to poniżej zdjęcie osnówki ;) Jak już wspominałam, próbowałam intensywnie złapać pszczółkę, lecz na zdjęciu widać głównie jej kuperek, więc chociaż to zdjątko umieszczam ;)



Twoja Myśl... (6)


:: 27.06.2006 :: 00:28



A mnie teraz smutno… Właśnie się zorientowałam, że sobie usunęłam notkę na bloga którą pisałam od wielu dni… Nie uda mi się już jej tak ładnie odtworzyć… Stanowiła świetną całość i było w niej wiele drobnych uśmiechów poszczególnych dni… Teraz spróbuję, by jednak to kilka myśli nie przepadło, ale czarno to widzę… Nie mam wyczucia co już pisałam i poszło, co nie…Tylu ludziom się to zdarza, mnie po raz pierwszy… Nie wiem w ogóle od czego zacząć… Chyba po prostu napiszę nową…. Nie jestem w stanie sobie przypomnieć tamtej tak, by mi odpowiadała… Buuu…Postaram się chociaż zdjęcia odtworzyć, bo to powinno być bardziej osiągalne… Smutno tak…



W tamtej notce było uczucie o poranku gdy niebo i świat był niesamowity…



Było o sobocie, jak to pracowałam w pocie czoła, dawno nie było tam tak gorąco…Jak to tęsknię do wakacji, jak bardzo będą inne…Wiele było o wakacjach…Może pewnego dnia będę miała nastrój i uda mi się wrócić do tych myśli… Lecz dziś to z pewnością nie nastąpi… Myślami jestem już przy ostatnim egzaminie…



Zaś co do soboty, to można było zaobserwować mały fenomen. Kobieta lat mniej wiecej 55 ubrana w dziwną bluzkę stylizowaną na lata 60te, choć patrząc na nią, nie można się było pozbyć wrażenia, że ma na sobie śliniaczek, gdyż owa bluzka miała na przedzie naszyty materiał dokładnie w tym kształcie ;) Tak czy inaczej owa kobieta jadła. Jadła. Wciąż jadła. Co nie przechodziłam, to ona smarowała kolejną kromkę. Siedziała tam mimo rotacji pozostałych ludzi. Gdy wreszcie już nie była w stanie napchać w siebie więcej, to sobie aż zrobiła kanapkę na drogę! Istny odkurzacz! Jak poszła, to nie zostało po niej absolutnie nic ;)



Ogólnie w sobotę mimo pracy w pocie czoła były też pozytywne momenty ;) jednym z nich była próba zrobienia zdjęcia mrówce lub chociaż wejściu do podziemnego mrowiska zakończona niestety fiaskiem, ale wszystko przede mną ;) Za to jak widać udało mi się sfotografować moje ukochane cukróweczki, które najpierw sobie siedziały grzecznie…



Potem niestety gdy próbowałam się zbliżyć, aby wciąż w zoomie nie robić, to już zaczęły kierować się w sobie tylko znane drzewka ;)



Jednakże jedna z nich dała się potem jeszcze troszkę pouwieczniać ;) No czyż nie jest ładna?:) Mały sukces ;) To jedno z najlepszych moich zdjęć ptaka jakie do tej pory cyknęłam ;)



Pisałam też o laptopie, że mam wreszcie moją wymarzoną Tosię (Toschiba), że to mi wiele ułatwi… Będę w stanie teraz pisać w wakacje notki, będę mogła ująć w słowach i wysłać niedawno widziany uśmiech dziecka… Które dziecko się tak uśmiecha jak to w wakacje, gdy biegnie mokre prosto z basenu i właśnie kupiło loda? To jak te rumianki poniżej… Taki zwyczajny urok niezwyczajności…



No i pisałam, jak to pięknie jest w botaniku, jak to bywam tam ostatnio nieco częściej stąd tyle zdjęć…Poniżej to, z czym mam ogromny problem, tj. uchwycenie wielkości… Ten dmuchawiec był gigantyczny, wielkości mojej pięści, a na zdjęciu wygląda tak zwyczajnie… Nie wiem co robię źle…



Ta notka mi taka chaotyczna wyszła… Takie skakanie między rozżaleniem, że straciłam tamtą a próbą napisania czegoś, co naprawdę będę chciała czytać po latach… Ech , ze mną już chyba zawsze tak było, że zwykle nie rozrzewniałam się, jednak jeśli już to nastąpiło, to nie przechodziło mi wcale łatwo…



No dobrze. Trudno. Nie cofnę tego. Próbowałam notkę znaleźć czy odzyskać. Nie wyszło. Czas wziąć się w garść. Najlepiej zacząć od uśmiechu – gdy zobaczyliśmy obiekty, które przedstawia poniższe zdjęcie nie potrafiłam się z moim Mężczyzną nie uśmiechnąć, gdy oboje pomyśleliśmy tą samą sentencję: „Prawie jak Stonehenge” ;)



Dziś zaś byłam na podbieraniu krwi, czego nie znoszę zbyt dobrze, ale nie mdleję, póki nie muszę się patrzeć na nic nieodpowiedniego ;> Tak czy inaczej miałam niezłą tremę przed wejściem, bo w tym miejscu jeszcze nigdy nie byłam na pobieraniu krwi, a że było gorąco, to cała akcja miała miejsce przy otwartych drzwiach w ten sposób, że nie było widać delikwenta, lecz słychać było wszystko. Gdy nagle rozległy się słowa: „Proszę przestać, by nie trzeba było pani potem z podłogi zbierać” to jakoś tak wcale nie zrobiło mi się lepiej ;) Na szczęście wszystko poszło w miarę ok., poza tym, że trafiłam na praktykantkę i gdy w trakcie pobierania mi krwi takim dziwnym głosem zawołała swoją przełożoną, wcale nie było mi lepiej ;) Okazało się na szczęście, że tylko zapomniała mi powiedzieć, bym zacisnęła pięść ;)



Dziś też oddaliśmy moją nową bezprzewodową myszkę od laptopa do serwisu, bo miała pewne problemy i tak fajnie, ludzie z Vobisu to już nas będą kojarzyć z pewnością ;> Zawsze przychodzimy fajnie ubrani, dziś zaś rozmawialiśmy głównie z serwisantem (taki młody gówniarz lat mniej więcej 26), nie zaś ze sprzedawcą, od którego kupowaliśmy Tosię, który dzwonił do mnie gdy już się udało mój routerek sprowadzić itp. No i na pożegnanie proszę, by do mnie zadzwoniono, gdy już myszka wróci, a dokładniej sformułowałam to tak, by zadzwonił sprzedawca, bo jego już kojarzę, on mnie też. W tym momencie tak fajnie serwisowiec z miną szczeniaczka „A ja nie mogę?” Tak mi się śmiać chciało ;) To trzeba było widzieć :D



Dziś też byliśmy w botaniku, bo myślałam, że już nie wyrobię ucząc się w domciu, jednak tam wcale nie było lepiej ;( I się nie opaliłam nie wiem czemu ;( za to jak to ja mam troszkę ładnych zdjęć, które będą się systematycznie ukazywać w notkach ;) Ładne są tam zegary słoneczne, np.:



W tle widać na powyższym ludzi, którzy dbają jak mogą i gdy tylko zaczęły bratki przekwitać, od razu zostały zastąpione innymi kwiatkami ;) Swoją drogą długa mi ta notka wyszła ;> Czas kończyć, bo ile można, trzeba zostawić też nieco zdjęć na później ;) Poniżej jedno z moich najlepszych zdjęć kwiatów ;)



Zakończę tą notkę inną zabawną sytuacją z dnia dzisiejszego ;) Otóż zarówno ja jak i Mój Mężczyzna uważamy, że generalnie rzecz biorąc kobiety są gorszymi kierowcami od mężczyzn, choć oczywiście jest to uogólnianie, więc pamiętajmy, że wśród kobiet też się zdarzają dobrzy kierowcy (to że takiej jeszcze nie spotkaliśmy o niczym nie świadczy:>). Mój Mężczyzna w ogóle się śmieje z ofert na allegro ze słowami „Samochód używany przez kobietę”, bo w jego oczach, co z tego, że owa niewiasta zwalniała przed chopkami itd. jeśli potem zawadziła o słupek parkując, czy cos w tych klimatach ;)



Swoją drogą powyższe zdjęcie przedstawia zwykłego kwiatka jakich masa, ale moim zdaniem nieźle udało mi się sprawić, by na zdjęciu już nie był taki zwyczajny, prawda? Wracając jednak do tematu dzisiaj sobie jedziemy grzecznie i Mój Mężczyzna zwalnia, ponieważ mówi głośno, że za nim jedzie Mondeo i kiedyś policja je miała. Ów pojazd nas mija, w środku siedzi niezła blondyna, na co Mój Mężczyzna mówi komentarz, że to raczej policjantka nie jest. Ja mu na to ‘skąd wiesz’, on zaś odpowiada krótko „Bo by nie miała tej dziury w zderzaku, którą ma!” Rzeczywiście dziury się nie dało nie zauważyć ;> Potem jeszcze dorzucił kilka tekstów, jak to pewnie sobie chciała wentylacje poprawić ;>



Twoja Myśl... (5)


:: 27.06.2006 :: 22:42



Mam problem z wieloma kwestiami. Dziś o prostocie jako takiej. Podziwiam ludzi, którzy potrafią powiedzieć coś prosto, jasno i zrozumiale. Jest takich niewielu. Zwykle człowiek zaczyna coś mieszać, mącić i osoba nieznajoma ma często problem z właściwym odbiorem.



Podobnie jeśli z jakiś powodów możemy powiedzieć tylko część faktów. Większość ludzi zaczyna wówczas kłamać lub po prostu się nie odzywa. Bardzo bym chciała pewnego dnia umieć wszystko, lub prawie wszystko przekazać drugiemu człowiekowi w sposób jasny. Przekazać prosto, tak by potem jeśli nie chcę lub nie mogę powiedzieć więcej, to by odbiorca zrozumiał i docenił, że poznał słowa, które padły.



Komunikacja jest bardzo trudną sztuką. Póki jeszcze ludzie są blisko, to w razie błędów zwykle następuje wcześniej czy później rozmowa na temat nieporozumienia i próba poradzenia sobie z zaistniałą sytuacją. Znacznie trudniej, jeśli człowieka znamy krótko. Wówczas, gdy niewłaściwie nas odbierze, często okazuje się niemożliwym wręcz wytłumaczenie, że nie to mieliśmy na myśli, że nas źle zrozumiał, że odbieramy pewne rzeczy różnie i nie chcieliśmy go urazić.



W życiu mamy niewiele drugich szans. Niektóre nie powinny mieć miejsca, zwłaszcza te, które dajemy komuś, kto nas bardzo zranił, po czym okazuje się, że zrobił to znów. Inne powinny mieć miejsce stanowczo więcej niż dwa razy, bo pewnych ludzi nie spotyka się na swojej drodze inaczej, niż w drodze wyjątku. Jednak trzeba się starać, by jak najrzadziej potrzebować kolejnej szansy… I trzeba być wyrozumiałym, gdy ktoś nas o nią prosi o ile myślimy, że warto…



W życiu wiele razy nie dostałam drugiej szansy, a była potrzebna. Wiele razy ja jej nie dałam i już się nigdy nie przekonałam, czy było to błędem. Kilka razy dałam ją i cierpiałam. Staram się uczyć na błędach. Obecnie jest więcej rozterek. Bardziej ważę każdą sytuację, w której trzeba się przemóc i dać drugą szansę lub o nią prosić. Mam nadzieję, że te wakacje i ogólnie najbliższa przyszłość pomogą mi podjąć słuszne decyzje tak, by w przyszłości było łatwiej, by była większa jasność…




Twoja Myśl... (7)


:: 29.06.2006 :: 07:01



Zastanawiałam się, jak miałabym odpowiedzieć na pytanie: ‘Jakich ludzi szanuję?’. Doszłam do wniosku, że jednoznacznie tego się określić nie da, tu każde uogólnienie byłoby zbyt dużym, człowiek jako taki jest zbyt niepowtarzalny, by wsadzić go w ciasne ramy odtąd dotąd…Można znaleźć kilka granic, jednakże nigdy nie będą one wszystkimi zamykającymi go.



Toteż skoncentruję się dziś na fakcie, że szanuję ludzi, którzy mają siebie. Którzy siebie znają. Którzy kreują swój własny świat. Szanuję ludzi, którzy mają własne zdanie i odwagę nie tyle je wciąż wygłaszać, ile nie wycofywać się zapytani oraz mają sensowne argumenty na poparcie go. Szanuję ludzi świadomych. Świadomych tego co jest i co było, tego jacy są i w jakim świecie żyją. Szanuję ludzi świadomych swoich wad, ale jednocześnie świadomych swoich zalet, chodzi przecież o równowagę, nie zaś przeginanie w dowolną ze stron.



Szanuję ludzi, którzy pracują nad sobą i swoim życiem zamiast rozłożyć rączki i zacząć płakać nad własnym losem. Szanuję tych, którzy nigdy nie przestają iść do przodu, lecz nie biegną na oślep za wszelką cenę. Szanuję tych, którzy chcą coś zmienić, a nie tylko o tym mówią i pozostają na słowach.



Szanuję ludzi, którzy mają własne życie, którzy potrafią czerpać od innych, ale jednocześnie dawać. Jakże niewielu jest takich. Zwykle człowiek jako taki jeśli ma bogate wnętrze to je chowa jak najskryciej byle dla siebie, byle być lepszym, byle nie dać, byle się nie podzielić… Lub też, jeśli jego wnętrze jest ubogie, to zamiast pracować nad sobą, zamiast szukać świata, w jakim pragnie żyć, to taki człowiek biega od jednej osoby do drugiej i bierze… Bierze jak najwięcej mniejszych i większych drobiazgów od stylu ubierania się począwszy, przez oglądanie analogicznych filmów, na cudzych marzeniach skończywszy. Bierze nie dając nic w zamian i ucieka jak najprędzej, byle nie być posądzonym o plagiat. Taki człowiek nie szuka siebie. On tylko naśladuje, papuguje, po czym staje się zlepkiem różnych ludzi i gubi się w świecie nie swoim.



Odpowiadają mi większość znajomości jakie mają miejsce w moim życiu. Odpowiada mi, że mogę dawać, ale mogę też się uczyć i rozwijać. Odpowiada mi jak różne strony świata rozmaitości przedstawia każdy z moich znajomych. Chciałabym utrzymać te znajomości, które przetrwały bieg życia i świata. Chciałabym znać tych kilkoro ludzi już zawsze, być w tej czy innej formie w ich życiu, oni w moim. Chciałabym zawsze umieć z nimi rozmawiać, choć to jest przecież sztuka, której zawsze będę się uczyć z każdym z nich z osobna. Chciałabym, by kiedyś nasze dzieci się znały, byśmy wcześniej potrafili rozmawiać o rozwiązywaniu problemów wychowawczych i dzielić się doświadczeniem. Byśmy potrafili rozmawiać, nie zaś tylko krytykować. Wiem, że znów wiele chcę… Ale będę do tego dążyć, będę się starała by te znajomości z mojej strony nie zgasły, nie odeszły wraz z młodością.

Ludzie, którzy są w moim życiu wiele dla mnie znaczą. Wiadomo, że są osoby mi bliższe i dalsze. Zapewne zwłaszcza wśród tych dalszych się jeszcze troszkę pozmienia, nie wiem jak wiele, tu już się nieco zdaję na czas i los. Chciałabym poznawać dalej. Wciąż szukać. Teraz już chyba na dobre weszłam w świat blogów i blogowych znajomości, które jak wiemy, nie są wcale takie powierzchowne, jak może się wydawać z pozoru… (jak z tym polem lawendy poniżej…)




Jestem zdania, że człowiek ma w życiu tylko kilkoro prawdziwych przyjaciół i to, kto nim był dowiaduje się tak naprawdę na samym końcu. Chciałabym znaleźć ich więcej, choć teraz tak ciężko o relacje pełne pracy wśród ludzi, a jednak będę próbować. Chciałabym znaleźć jeszcze choć jednego człowieka, który będzie mi przyjacielem do końca – chciałabym o nim myśleć czytając te słowa po latach. A tymczasem na przestrogę Tobie i mnie przypomnę słowa, które warto pamiętać:

„Lepiej mieć jednego prawdziwego wroga, niż stu fałszywych przyjaciół”



Twoja Myśl... (5)


:: 30.06.2006 :: 19:13



Dziś pierwszy dzień pracy… Dziwnie było, tak jeszcze nie byłam na to gotowa, nie gdy dopiero jutro poznam wynik ostatniego egzaminu… Ta praca zawsze kojarzyła mi się z taką wolnością, z tym, że robię coś, co nie jest złe, mam kontakt z ludźmi, przez co zwykle jest ciekawie, kojarzyła mi się z wakacjami i problemami natury że dostawca mi jeszcze lodów nie przywiózł, nie zaś z tymi typu ‘czy ta kobieta mi zaliczy egzamin?”



No ale po kolei. Najpierw pojechaliśmy o 7 rano na działkę po…trawę! Bo rodzice skosili nieco i zawsze gdy skosimy to by nie mieć problemu z paleniem jej i zadymionymi sąsiadami to zawozimy w workach facetowi, który sobie dorabia hodowlą królików.



Jej jak na działeczce było pięknie… Niestety jak widać zdjęć mało, bo pakowanie poszło szybko, ale jak ja bym tam chciała posiedzieć troszkę, pofotografować.. Mmm… To może przedstawmy : pierwsze zdjęcie z tej notki to widok na jedynego na działce kasztanka, rośnie nad małym oczkiem wodnym i bardzo chorował dwa lata temu, ale jak widać się podniósł ;)



Kolejne to chaberek przed bramą, dawniej tam było zboże i to piękne, teraz pozostały chabry ;) Trzecie z kolei to orzech przy domku, a przynajmniej wszyscy twierdzą, że to orzech, zaś co to jest naprawdę, to się za szybko nie dowiemy, jednak jest taki ładny ;) On też chorował, tyle że wiele lat temu, wszyscy myśleliśmy że padnie, a mama zaczęła go całkiem regularnie i intensywnie nawozić fusami z herbaty, gdy akurat jakąś wypiła i widać efekty ;)



Na czwartym widzimy mamy ukochany różanecznik, który wygląda jak rododendron w pomniejszeniu gdy kwitnie ;) szkoda, ze już dawno przekwitł, ale i tak moim zdaniem wygląda słodziutko ;) Potem mamy margaretkę z mojego ogórka, który jest cały zarośnięty chwastami, które się pomieszały z margaretkami i truskawkami (jakie mam słodkie truskaweczki mmmm).



Powyżej zaś pierwsze kupione przeze mnie drzewko – cis złocisty ;) Kupiłam go tacie wiele lat temu chyba na dzień ojca jak byłam z klasą na jakiejś wycieczce, fajnie się wszyscy patrzyli jak dziewczynka jedzie autokarem z drzewkiem ;)



No dobrze, czas skończyć te wspomnienia, bo się zaraz rozkleję ;) Ogólnie na działce jest tak pięknie, tak tam wypoczywam… To jedyne miejsce, które czuję, że w jakiś tam sposób jest naprawdę moje, w które włożyłam tak wiele pracy w każdym sensie, czasu, serca… Ile łez tam wypłakałam, ile uśmiechów widziało każde z tamtych drzew… Ile było drobnych przygód, pięknych chwil przy ogniskach, beztroski na hamaku… Tak piszę o tym i czuję, jakby to było całe wieki temu i miało nigdy nie wrócić… Właśnie w tym miejscu byłam najbliższej w swoim życiu z tatą… Tylko tam umieliśmy jakoś ze sobą żyć, grać w karty do rana, siedzieć przy grillu i każde z nas czytało swoją książkę, ale było miło… Dawne czasy… Gra z nim w domu już nie ma tego uroku…



Dzisiaj widziałam takiego pieknego bociana jak leciał, jeden z najpiękniejszych jakie widziałam w moim życiu ;) Widziałam tez mamę z małymi kaczuszkami, było ich tak dużo i takie malutkie i widok był taki boski, że mimo wczesnej godziny i tego, że widziałam je krótko, bo jechaliśmy już do pracy, to od razu zapewnił uśmiech na wiele godzin ;)



Ogólnie droga do pracy była wyjątkowa… Patrząc przez szybę samochodu czułam, jakbym oglądała jakiś film… Mężczyzna spokojnie wyprowadzał krowy na pastwisko, niebo było prawie bezchmurne z drobnymi tylko zmarszczkami, wokoło lasy i pola, a w nich tyle chabrów, tyle maków i miało się wrażenie, że każdy mak i każdy chaber jest na swoim miejscu… Że nie istnieje nic poza uśmiechem, wolnością, że nie ma tego świata, który został za nami pełnego pośpiechu i zmartwień… Oj, tęsknię za beztroskim życiem, za tą wolnością z naturą u boku… Nie lubię miasta… Nigdy nie lubiłam… Mimo wszelkich wygód, jakie ze sobą niesie, nie czuję się tu sobą…



Swoją drogą mam nadzieję, że się ociepli, bo inaczej to będą koszmarne wakacje… Jest niewiele gorszych rzeczy od nieubłaganego wpatrywania się w okienko, czy przyjdzie klient i czekania… Człowiek nie wie co ze sobą zrobić, boi się za cokolwiek wziąć, bo wciąż ma nadzieję, że jednak ktoś przyjdzie… A jak w ogóle jest naprawdę brzydko, to nie ma nawet co mojego bufetu otwierać, tylko człowiek idzie sprzątać, by się sanepid nie doczepił, co również nie należy do moich wymarzonych sposobów na spędzenie wakacji… Wakacje… Dziś to troszkę klientów, które było na pewno mnie miło przywitało, usłyszałam, jak to już dobrze że otwarte, jak fajnie, że już basen rusza i jak to będzie można wreszcie naprawdę wakacje zacząć… Oj jak i ja pragnę by to były już moje wakacje…



Na pewno w te wakacje skoro już mam moją Tosię, to będzie mi jej brakowało w bufecie… Mam tyle myśli, gdy tam jestem, tylu ludzi się dzieli w maleńkim stopniu ze mną ich dniem, a ja muszę czekać do wieczora, by to zapisać, by nie uciekło… Pewnie będę próbować na szybko na kartkach i wieczorem ubiorę te fragmenty w słowa… Zobaczymy… Pewnie też będzie ciężko ze zdjęciami, bo nie będę miała kiedy robić, ani za bardzo czego… No i nie została wyjaśniona nadal kwestia Internetu, ale jak na razie wciąż jestem na etapie tego, że go mieć nie będę, toteż notki na blogu będzie umieszczał Mój Mężczyzna, gdy czasami do mnie wpadnie i zabierze te, które napisze na pendrivie, zaś mi da te z Twojego bloga… Będzie mi brakowało tej ciągłości mysli, tego śledzenia na bieżąco Twoich losów… Gdy Mój Mężczyzna mi dostarczy to, co zostało u Ciebie napisane przez powiedzmy ostatni tydzień, to ile komentarzy już nie będzie miało sensu, jak wiele rzeczy się zmieni… Zobaczymy… Na razie jeszcze do poniedziałku wracam na noce do Łodzi, co potem, to się okaże…



Na pewno, gdy się pracuje w wakacje, to człowiek wie, jak wiele traci… Ile bym rozmów odbyła z sąsiadami na działce… Ile kwiatów mogłabym posadzić i pielęgnować w ogródku… Znów bym żartowała z jednymi sąsiadami o ich plonach, które są zawsze tak imponujące… Z innym miłośnikiem kwiatów bym rozmawiała pewnie jak dawniej o knolach i podziwiała jego herbaciane róże słynne w całej okolicy… A tak… Zapewne we wrześniu nie będzie już knoli i nie będzie róż…Wiem, że będzie pięknie mimo to, wiem, że opisałam teraz tylko te ciemne strony, a przecież w te wakacje będzie wiele tych jasnych, zaś co do września, to wciąż mam nadzieję, że będzie równie upojny jak poprzedni :>



Na pewno fakt, że pracuję w Tuszyn Lesie ma dobre i złe strony… Jednakże odpowiada mi ta miejscowość. Bardzo. Ma niesamowita atmosferę, niesamowitych ludzi… Tam jest tyle spokoju, ludzie nie znają tego pośpiechu co w mieście, a jednocześnie są na swój sposób obyci ze światem… Dzisiaj, gdy jechaliśmy to jakieś małżeństwo wracało z porannych zakupów (ciekawe, czy ja kiedyś też będę robiła zakupy o 8 rano…), przechodzili obok jakiegoś ptaszka, który sobie siedział na trawce blisko chodnika, a on nic… Spojrzał się i każdy poszedł w swoją drogę… Tam jest tyle zwierząt, karmimy wiele kotów, jest trochę psów i tego wszystkiego się nikt nie boi, nie słyszałam o żadnych przypadkach pogryzień czy coś…



Zobaczymy jakie będzie to lato, wszystko będzie w sumie zależało od pogody i od ludzi, bo to oni nadają mojemu latu rytm… Na pewno bym chciała, by przyjechało tego lata do mnie więcej znajomych, choć gdy tak czasami ktoś wpadnie, piwa u mnie nie brakuje, bilard jest, okolica spokojna, to ciężko się powstrzymać i nie wypić za wiele, bo kolejnego dnia do pracy ;) Zobaczymy, kto przybędzie a kto nie, z kim jakie będą przygody, a zwykle coś tam zawsze ma miejsce, jak to w wakacje ;) Może w tym roku uda mi się wreszcie lepiej grać w bilard?:> Bo rok temu chyba jednak lepiej wychodziło mi po dwóch piwach niż na trzeźwo :>


Twoja Myśl... (4)




Przy porannej kawie

Wrażliwie i pięknie

Błękitna zieleń

Niesamowita kobieta i konie...

Po prostu - Witwicka!

Mama Smyka i nie tylko

Blog polonistki Anny

Angel in red

Fotoblog pejzaże karpackie

Niech żyje bal




Parę innych stron

Kilka ładnych słów

Bardzo oryginalne :)

Katedra światła

Facet na wesoło

Róże

Niesamowite...

Słowa bardzo ważne

 

2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień